Z dziejów „kopanej góry”

      Możliwość komentowania Z dziejów „kopanej góry” została wyłączona

Wiele cennych informacji o „kopanej górze” w Kurpiewskich odnajdujemy na łamach gazety Kontakty. Artykuł ten jest cennym uzupełnienie wiadomości o dziejach tego miejsca, o których pisaliśmy wcześniej na naszych łamach.Warto powrócić do nich i uzupełnić je o informacje z tegoż artykułu. To kolejna odkryta piękna karta dziejów Dąbrówki i okolic.

Poczytajmy:

„Te dwa wysokie krzyże stoją na „kopanej górze” za wsią Kurpiewskie, jadąc w stronę Ostrołęki. Stary, poczerniały i nowy z datą wyrytą na metalowych wspornikach: „03.IV.1998 r.”
Góra od dawna miała złą sławę. Do dzisiaj mówią: „Tam straszy”. Jeszcze w latach 70. była stromym wzniesieniem w sam poprzek drogi. Dawno, dawno temu (wokół lasy do dzisiaj) na jej szczycie zaczajali się zbójcy. W Kurpiewskich o tym już nikt nie pamięta, ale pamiętają w pobliskiej Bienduszce (gm. Zbójna) .
– Opowiadał mi teść, Adam Małż, a jemu ojciec Piotr (zmarł w wieku 90lat), że było tam bardzo niebezpiecznie.- We wtorki i piątki ludzie
nocą jeździli na targ do Ostrołęki ’- wspomina Czesław Biełuch, sołtys. Zbójcy zabierali masło, zboże, co kto miał. A jak kto się bronił, to oberwał. Jeden chłop wziął ze sobą topór, wziął drugiego chłopa. Siedział z przodu, a gospodarz z toporem z tyłu. Gdy zbójca wskoczył na wóz, zamachnął się na niego, ciapnął toporem. Było ciemno. Przyjechali na targ. Kiedy chłop chciał koniom dać siano, znalazł w nim dwa palce„Nikt nie wie, kiedy ten krzyż postawiono. Ale stanął, by odegnać śmierć i zło. Bo góra sama w sobie była zła. Konie dyszały, męczyły się, padały przy zwózce drewna.
– W Wielki Piątek ludzie modlili się pod krzyżem , to było chyba ze 45 lat temu – wspomina Zofia Preis ze wsi Kurpiewskie. – Jak wracali, to coś czarnego, jakby czarny worek spadł po gałęziach. Niczym przestroga. Bóg wie, co to było Jej mąż Konstanty z synem Ryszardem, stolarzem
(zmarł w wieku 34 lat), nie dopuścili, by krzyż spróchniał. Leżał już przewrócony. Na nowo go solidnie wkopali.
– Górę rozepchnięto i powstała droga. To chyba konie wymodliły tę łaskę – dodaje Konstanty Preis. -Ludzie jeździli „żelaźniakami”, koła w piachu, kopyta końskie w piachu; rolnicy pchali wozy pod górę. Ciężko było i ludziom, i koniom.
Sołtys Kurpiewskich, Mirosław Kawałek, jako chłopiec pomagał ojcu przy budowie drogi.
– To było za Gierka. Rozpychali, rozkopywali górę, piasek wozili, jak kto mógł. Silne spychy były. I tak przełamali ją na pół. Wtedy ten stary
krzyż trochę przesunięto. O tym, że była to góra świadczy urwisko po jednej i po drugiej stronie drogi. „Prawieczny” krzyż z pasyjką i nowy z kwietnia 1998, wysoki, dębowy, zalany betonowym fundamentem. Ufundowała go najstarsza mieszkanka wsi, 83-łetnia Antonia Barszcz: – Nie mieliśmy dzieci, mąż zmarł 5 lat temu, miał 83 lata. Ten dąb posadził na podwórku, jak był chłopczykiem. Pomyślałam: niech po mnie chociażten krzyż pozostanie. Dałam więc dąb, lakier i kwiaty. Resztę zrobili gospodarze z Kurpiewskich. Było to przed Wielkanocą.Krzyż Barszczowej stał najpierw w kościele, a potem cała wieś z księdzem zaniosła go na „kopaną górę”. Ksiądz poświęcił. Nie ma na nim nazwiska fundatorki. /an/

Download PDF