Słowa o potrzebie, a nawet konieczności, racjonalnego gospodarowania publicznymi pieniędzmi /innymi słowy naszymi pieniędzmi/, słyszymy często. I dobrze, że tak jest. Tu i ówdzie padają publiczne zapewnienia o takich działaniach. Każdy zgodzi się ze stwierdzeniem, iż wydatkowanie grosza publicznego winno odbywać się ze szczególną starannością. On zobowiązują co najmniej podwójnie. A jak jest w rzeczywistości? Wystarczy się rozejrzeć wokół.
Ledwo zaczął się czas adwentu, a już na ulicach, placach, słupach, budynkach urzędowych pojawiają się świąteczne dekoracje. Czy oby nie za wcześnie? Metoda kuszenia reklamami świątecznymi ma się dobrze w handlu, już od samego początku tego okresu. Wszelkimi metodami chcą nam sprzedaż jak najwięcej, z największym zyskiem, ale nie zawsze towar o należnej jakości. Świecidełka, iluminacje, muzyka, gra na uczuciach itp., wprowadzają nas w ułudę, odciągają od rzeczywistości, usypiają,. Najważniejszy jest dla nich zysk, komercja. To wszystko kosztuje i my za to płacimy, jako kupujący i podatnicy.
Przejeżdżając przez naszą miejscowość gminną, także widać już święta. Choinka, iluminacje na słupach już funkcjonują. Czy to już ten czas? Gdzie tu jest miejsce na racjonalne gospodarowanie funduszem gminnym? Czy osoby decydujące o tym, w swoich domach też rozświeciły świąteczne światełka? A może czekają z tym na nieco bardziej stosowny czas, mając przy tym troskę o własny budżet domowy? Jak zatem pogodzić zapewnienia mówiące o trosce o budżet gminy, z tym co widzimy? Czy nie są one jedynie sloganami pod publikę, by nas uśpić, odciągnąć od realiów, zmylić?
Nasuwa się tu pewne niemieckie powiedzenie: „Kto nie ma feniga, ten nie ma marki”, a na naszym gruncie „Grosz do grosza a będzie kokosza”. Oszczędzajmy więc nie tylko w słowach, ale i w czynach. Oszczędzajmy, zarówno te małe grosze, jak i te duże złote. Wydatkujmy mądrze nasze wspólne pieniądze. To nie złośliwość, ani też kolokwialne czepialstwo, ale jedynie troska o nasze wspólne dobro.

