Poniżej tekst z bezpłatnego dodatku do Gazety Polsiej z dnia 24.12.1922 r, nr 37 R.10. W tym dodatku zatytułowanym „Oświata” czytamy /pisownia oryginalna/:
„Stara tradycja.
Któremuż z Polaków nie są znane tradycje, jakie się łączą z wieczorem wigilijnym i uroczystością Bożego Narodzenia!
Jako dzieci jeszcze, na wiele miesięcy przed gwiazdką marzyliśmy o tym czarownym wieczorze, który w młodych umysłach pozostawiał niezatarte wrażenia i rzeźbił na całe życie wspomnienia aktu na poły religijnego, na poły obyczajowo-polskiego, z którego urokiem nic się nie da porównać. Wieleź nadziei i radosnych przeczuć drgało w naszych maleńkich serduszkach, gdyśmy przypatrywali się na poły tajemnym przygotowaniom rodziców i domowników, czynionym już na długo przed owym dniem. Ani ścisły post całodzienny, ani mróz silny, zazwycząj w tym dniu rysujący dziwaczne arabeski lodowe na szybach, nie były nam zbyt przykremi ; wszystkie myśli nasze i uczucia zestrzelały się w oczekiwaniu mroku.
Lecz oto ojciec rodziny wyjrzał już przez drzwi na ciemny firmament zimowego wieczoru pierwsza gwiazdka już zabłysła, symbol i hasło owego wielkiego a przedziwnego zdarzenia, które z woli bożej zaszło przed wiekami w ubogiej stajence betlejemskiej.
Odświętnie ubrani, przejęci religijno-tradycyjną powagą chwili, wchodzimy do pokoju, w którym zastawiono stół wigilijny. Gromadzą się wszyscy bez wyjątku, rodzice, krewni, domownicy i służba, wszyscy bez różnicy stanu, dla zaznaczenia, że jak Boże Dziecię nie wzgardziło ubóstwem, tak i w naszych sercach płonie dziś płomień wyrównywającej wszystkie różnice społeczne miłości ogólnoludzkiej. Radość wspomnienia wielkiego zdarzenia budzi nie tylko tę miłość, która przygarnia po bratersku choćby najuboższego, ale i tę, która przebacza: najgorzej powaśnieni wybaczali sobie w uroczystej chwili wigiIji wzajemne urazy, zapominali o krzywdach.
Bo oto głowa rodziny podchodzi do stołu, sięga po opłatek i po kolei z najbliższym jego sercu i najobojętniejszym, ale obecnym łamie się, spożywa cząstkę opłatka i składa przy tej sposobności szczere, niewymuszone życzenia wszelakich dóbr. Wszak i przed dwoma tysiącami lat nad stajenką betlejemską brzmiały chóry anielskie, wieszcząc całemu światu:
»Chwała Bogu na wysokościach,
a pokój ludziom dobrej woli na ziemi”
Więc owa święta zapowiedź odradza się rokrocznie choć w jeden wieczór przejmującem wspomnieniem, i czyni dobro: godzi nieprzyjaciół, wzbudza życzliwość do bliźniego, wyciska
łzy rozrzewnienia z oczu a na usta ciśnie słowa miłości.
Zasiadamy za stół, przykryty lśniącej bladości obrusem, pod który dla symbolu stajenki rozesłano garstkę siana; uczta wigilijna zaczyna się wśród powszechnego gwaru i wesołości. Śmiało twierdzić można, że w najuboższym polskim domu, w pałacu i na poddaszu, u zamożnych i w suterenach, wedle możności mąjątkowej zdobywano się na jak największą liczbę potraw, które tradycyjnie winny były wynosić dwanaście dań. Ale i u najbiedniejszych nie brakło: wigilijnego barszczu, ryby i słodyczy. Nieomal w każdym domu polskim wyrobiła się pod tym względem specjalna tradycja rodzinna, która szła z pokolenia w pokolenie i po zatem zresztą w różnych okolicach Polski różne obserwowano właściwości zwyczaje związane z wieczorem wigilijnym. W pewnych miejscowościach zważano na to, by podczas wieczerzy nie płonęły inne światła, jak tylko świece woskowe, w innych nie obchodziło się bez tego, by na zakończenie wigilii podać tzw. kutję, tj. mieszaninę z maku, miodu i ziarn pszenicznych. Szczególniej na wsi polskiej dochowało się mnóstwo ciekawych, tradycyjnych zwyczajów, przywyków, ceremonji, tudzież wigilijnych wróżb, legend i podań, których korzenie tkwią niejednokrotnie w prastarej przeszłości.
Uroczysta wieczerza w pełnym biegu:
Nagle za drzwiami sąsiedniej komnaty odzywa się dzwonek. Wszyscy podnoszą się i przechodzą do drugiego pokoju. Co za wspaniały widok! Olbrzymia choinka, obwieszona słodyczami, łakociami i świecidełkami, płonąca mnóstwem świateł, rwie oczy od siebie Pod choinką lub na choince uwieszono pełno podarunków, które przyniósł dobry Anioł Boży. Nikogo nie pominięto, o każdym pamiętano, przedewszystkiem o dzieciach, o naszych malusińkich. Ileż radości i uciechy, ileż naiwnych a niezapomnianych wzruszeń, których blask świeci ludziom przez całe życie, w naj smutniej szych nawet okolicznościach, nawet wtedy, gdy stoimy już nad grobem i dawno zmarli ci, z którymi ongiś tak słodko cieszyliśmy się i ucztowali! A gdy po powszechnych wykrzykach radości zabrzmią chórem słowa znanych kolend, wówczas mimowoli zda się ludziom, że słowa pieśni stają się ciałem, że Bóg w tej chwili zstępuje między ludzi z niebios i błogosławi ich uciechom, koi ich troski.
Wracamy do stołu uczta trwa do północy, w której to chwili starsi zazwyczaj gromadnie ruszają do kościoła na Pasterkę .
Tak nakazuje stara, dobra tradycja”.

