Wrażenia widza „Wesela na Kurpiach”

      Możliwość komentowania Wrażenia widza „Wesela na Kurpiach” została wyłączona

Poniżej przedruk artykułu z Miesięcznika Młodzieży Liceum Krzemienickiego nr 56 styczeń-luty 1929 R.IV. Artykuł niezwykle interesujący ukazujący autentyczne wrażenia młodzieży po obejrzeniu przedstawienia „Wesele na Kurpiach” wystawionego przez Teatr Płocki.

„Wesele na Kurpiach

(Wrażenia i uwag; widza).

Doniosłem wydarzeniem w naszym życiu licealnym było odtworzenie przez płocki teatr regionalny wesela kurpiowskiego.

W naszym kresowym zakątku, z rzadka tylko mamy sposobność zobaczyć coś równie doskonałego na naszej skromnej scenie. Najlepszym wyrazem radości, jaką przeżyliśmy przez te kilka chwil był odruch ze strony młodzieży: samorzutne podziękowanie władzom licealnym za sprawioną przyjemność (czego się u nas stale nie praktykuje). Miesiąc już upłynął przeszło od przedstawienia, a piosenki kurpiowskie stale rozbrzmiewają na korytarzach szkół i internatów.

Dziwne to było widowisko. Nie zalecało się ono ciekawą akcją, zawikłaną intrygą, akcji prawie nie było, bo trudno nią nazwać krótkie konkury „Jonecka“ o rękę młodego „dziwcoka”.

Za to przedstawiony został z drobiazgową wiernością sam obrzęd wesela, poprzedzony zmówinami. Rzecz sama w sobie interesująca nasuwała niebezpieczeństwo znużenia Widza monotonnością przeciągających się i powtarzających fragmentów obrzędowych śpiewów. I tutaj jest pierwsza zaleta, widowiska scenariusz był opracowany tak zręcznie, iż przedstawiając wiernie i realistycznie ważne wydarzenie z życia ludu, równocześnie umknął monotonności.

Drugą ogromną zaletą widowiska było to właśnie wierne przedstawienie obrzędu ludowego. My, kresowiacy, mieliśmy możność poznać i sam tak bardzo charakterystyczny obrzęd weselami zarazem owych braci naszych Kurpiów, którzy wespół  z nami zamieszkuj naszą ojczystą ziemię, a których dotąd znaliśmy chyba tylko z książek. Poznaliśmy ten lud jakby prawdziwy, właśnie dzięki temu wiernemu odtworzeniu go przez artystów (czy amatorów,, którzy stali się artystami). Opracowali oni wzięty temat z nadzwyczajną sumiennością: stroje, pieśni, mowa (prawdziwa, nie konwencjonalna gwara kurpiowska),—wszystko to było wystudiowane i oddane najwierniej. A typy? Panna młoda „dziewczę z buzią jak malina”, krzykliwe a mimo to pełne uroku niewinności i naiwności; dziarski pan młody, (z lekka czuć było w mm aktora); jowialny a dostojny swat, któremu może pasowałaby i delja magnata, a który z gestem wielkopańskiej pychy rzuca największą kwotę na czepek pannie młodej.

A może matki: jedna poważna, powściągliwa, szanująca się, druga z trudem panująca nad swoim temperamentem (ku wiecznemu utrapieniu małżonka), obie dorodne i „miniaste”.

Z innych mężczyzn poza swatem doskonały był jowialny dziadek, dobry zupełnie ojciec młodego, wreszcie ów Teoś, solista wiejski ze swoim specyficznym tenorkiem. Ale co tu wyliczać, trzeba by wszystkich wyliczyć, bo wszyscy razem stanowili doskonale zgrany zespól. Objęci ramami sceny, tworzyli barwne obrazy (choć niema w kurpiach bajecznej kolorowości łowiczan).

Muzyka przy całej prymitywności i naiwności, szlachetna była i wdzięczna, a pieśni to poważne, to skoczne i wesołe— proste a pełne harmonii.

Całość na wskroś realistycznie potraktowana (jak zresztą przystało na taki temat) nie m:ała jednak momentów dosadnych i ordynarnych,—i tu widać fakt zarówno autora scenariusza, jak i reżysera.

W końcu podkreślić należy grę, która wykazała doskonałe opanowanie ról przez artystów (grali naturalnie bez suflera), wreszcie sprężystość organizacji1 w pół godziny po przyjeździe zespołu rozpoczęto przedstawienie. Oczywiście ta doskonałość technik tłumaczy się głównie ogromną ilością występów, które wyćwiczyły tak grono. Członkowie kółka żywego słowa mieli w tern widowisku pierwszorzędny obiekt do analizy i wzór do naśladowania, a nadto naukę, że warto sięgać do rodzimej, ludowej twórczości”

Download PDF