Poniżej piękny i cenny tekst z czasopisma „Światowid” nr 37, 14.09.1935 roku, autorstwa J. Szapiro noszący tytuł „Kurpie na dożynkach białostockich”. Minęło 85 lat, a tekst jakże wciąż aktualny. To kolejna piękna karta naszego gminnego życia. Miłej lektury.
„Dzięki szczególnemu zainteresowaniu się wojewody białostockiego generała Stefana Pasławskiego sprawami rolniczymi, praca nad podniesieniem stanu materialnego i kulturalnego wsi prowadzona jest na terenie województwa białostockiego bardzo energicznie.
Duży udział w pracy tej bierze Związek Młodej Wsi, jednoczący po unifikacji poprzednio istniejących kilku związków całą młodzież wiejską. Związek wpadł ostatnio na szczęśliwą myśl zorganizowania w Białymstoku po raz pierwszy „dożynek wojewódzkich“.
Na pięknym stadionie miejskim, którym słusznie chlubią się sportowcy białostoccy, zdobywający sobie coraz większe uznanie w święcie sportowym, poszczególne powiaty województwa, jak gdyby współzawodniczyły w wyścigu pracy, piękna swych strojów regionalnych, melodyjności piosenek ludowych i otwartości w wypowiadaniu „na wesoło“ przed wojewodą, gospodarzem dożynkowym, swoich trosk.
Najbardziej oklaskiwano przemiłą grupę kurpiowską, a ściślej mówiąc przystojnych kurpianek. Oryginalne stroje dziewcząt kurpiowskich wywoływały niekłamany entuzjazm wśród publiczności, a cięty dowcip, ładne piosenki i oryginalne narzecze kurpiowskie powodowały coraz potężniejszą burzę oklasków. Sam wojewoda, niezwykle wzruszony ,nie wytrzymał i nie zważając na możliwą opozycje ze strony wojewodziny-gospodyni dożynkowej serdecznie pocałował najmilszą wśród kurpianek ,małą 8-letnią Józię Nalewajko. Bo też i warta była tego. Przemiłe to stworzonko swoją fotogenicznością, urodą i wdziękiem niewątpliwie zasługujące na miano „polskiej Shirleyki kurpiowskiej”, przebojem zdobyło sobie serca wszystkich mieszkańców Białegostoku. Biorąc żywy udział w chóralnych śpiewach grupy kurpiowskiej, przytupując poważnie, a jednak tak komicznie swą małą nóżką ,Józia zapragnęła również występu solowego. I oto obecności tysiącznych tłumów występuje śmiało i bez zająknięcia się recytuje przed wojewodą:?
„Miły gospodarzu ,dużo w domu się napłakałam. Zanim się tu na dożynki dostałam. Bardzo się cieszę, ja ,kurpianka mała, żem ciebie choć raz ujrzała. Choć do Koła nie należę wcale,Jednak racz przyjąć ode mnie te korale.I od dać żonie swej ,zacnej wojewodzinie”. I pamiętaj, że w nas szczera miłość do Ciebie płynie. Przyjmij i wianek ode mnie zrobiony, to podarunek dla Twojej żony.“
A w chwilę później wraz z całą grupą śpiewała o różnych troskach i bolączkach wsi kurpiowskiej. „W ostrołęckim poziecie łaźnie budujemy. I my też kurpsianki także łaźni chcemy. Psedtem były wody, com się umywały, Po regulacyi przez wodym zostali. A także i śkół kilka nam potseba. Panie wojewodo, przez nich cysta bzieda. I dom ludowe także budujemy. Panie wojewodo pomocy prosiemy. Oby takie domy w kuzdej ziosce stały, by my kurpsianeczki do nich się zbzierały. Schronisko dla biednych już w Myseńcu mumy. Psyjdź z pomocą ich psyodziać, o to Cie prosiemy“.
Piękne dożynki białostockie obudziły zainteresowanie’ ’dla właściwości regionalnych województwa. Związkowi Młodej Wsi należy się za to szczera podzięka wszystkich miłośników polskiego folkloru. J.Sz..
Foto: siostry Rózia i Zosia Natewajko ze wsi Nasiatki (powiat ostrołęcki) w strojach kurpiowskich. Fotografia wykonana przez J.Szapiro z Białegostoku podczas Wojewódzkich Dożynek w Białymstoku. Źródło: „Światowid” nr 37 z 14.09.1935 r. s.4.

