Jakiś czas temu padło hasło „giełda pomysłów”, pomysłów których realizacja przyczyniłaby się do rozwoju regionu gminy Lelis. Temat uzyskania atestu PZLA na stadion gminny z dziwnych względów wciąż pozostaje bez reakcji. Niemniej jednak warto podrzucać lokalnym władzom kolejne pomysły w tym zakresie, bowiem obserwacja ich pracy, skłania do refleksji, iż brakuje tu szerszego pomysłu na rozwój gminy. Planowana budowa mostu w Teodorowie, czy budowa kolejnego przedszkola samorządowego stanowią namiastkę w tym zakresie i nie są autonomicznym pomysłem lokalnych samorządowców.
Co zatem potrzeba naszym wioskom – zwłaszcza leżącym na peryferiach gminy, by rozwijały się, by nie stały się skansenami, gdzie zatrzymał się czas. Czy chcemy, aby podzieliły one los innych wiosek, które kiedyś kwitły, a dziś upadają. Popatrzmy na sąsiednią Bienduszkę, czy Laski. Niektóre z gminnych wiosek, niestety szybko podążają ich śladem.
Jak można mówić, iż troszczy się o mieszkańców, kiedy w wiosce nie ma podstawowych dóbr cywilizacyjnych: oświetlenia ulicznego, transportu publicznego, opieki medycznej, szkoły, sklepu, poczty, kanalizacji, czy wodociągu. Kuleje dostęp do cyfryzacji, a najnowocześniejszy światłowód leży sobie spokojnie. A to są podstawowe zadania własne gminy. Które z młodych małżeństw zdecyduje się związać z takim miejscem swoje jutro?
Co zatem uczynić? Przykładowo, przygotować miejsce pod powstanie wielkopowierzchniowego sklepu, czy zadbać o powstanie aptek przy ośrodkach zdrowia. Chętni na tego rodzaju inwestycje byli, ale czegoś niestety zabrakło. Zamiast inwestować publiczne fundusze w ciągłe „upiększanie wiosek”, „jakieś tam” inwestycje, to może lepiej zadbać o przygotowanie terenów inwestycyjnych dających miejsca pracy. Pobudźmy agroturystykę i ruch na świeżym powietrzu, promujmy i wykorzystujmy swe walory przyrodnicze. Zapewne nie są idealne i wielkie pomysły, ale są i dobrze byłoby je zauważyć, a nie niszczyć.
Wydaje się, iż większości samorządowcom brak odwagi w podejmowaniu decyzji i wyzwań, które pchną gminę do przodu. Wygodniej przycupnąć w kąciku i przeczekać kadencje, a tych z kolegów radnych, którzy mają odwagę „podnieść głowę – poskromić za wszelką cenę”. A przecież obejmując mandat wójta czy radnego, podjęli się określonych zadań. Patrzmy i działajmy perspektywicznie, mając na uwadze przestrzeń minimum dekady, a nie od wyborów do wyborów. To jedynie generuje koszty i zastojem oraz odpływem ludności, zwłaszcza z miejscowości położonych dalej od Ostrołęki. Tam też mieszkają ludzie – wyborcy, fakt, jest ich nieco mniej, ale jakie to ma znaczenie? A jak ma, to trzeba mieć cywilną odwagę powiedzieć im wprost, że są skazani na zatrzymanie życia w ich wspólnotach, bowiem najważniejszy jest najbliższy prywatny cel wyborczy.

