Poniżej fragment wspomnień Henryka Dąbrowskiego – rodaka z Dąbrówki, dotyczący niezwykłych wydarzeń z 1850 roku. Niech tchnie on nadzieję na zmianę naszego dziś..
„…Idąc od kościoła w kierunku Szkwy rosły i rosną wysokie sosnowe drzewa. Ludzie mówili, że na jednym z tych drzew objawiła się Matka Boska. Zauważyła ją mała dziewczynka. Jasność, która początkowo była bardzo silna, powoli stawała się coraz bledsza. Tłumy modlących się prosiły Matkę Bożą, żeby pozostała z nimi w miejscowym kościółku. Tak też się stało. Jest w miejscowym kościele. Drzewo za zezwoleniem księdza Romualda Skrodzkiego z Nowogrodu ścięto i postawiono kapliczkę. W środku postawiono stół, przykryto białym obrusem, na którym stała pasyjka, zawsze świeże kwiaty i nieco wyżej zawieszony obraz. Ogrodzono drewnianymi sztachetkami z bramką, przez którą można było wejść do środka, pomodlić się, złożyć kwiaty. Starsze babcie przychodziły i podlewały najpiękniejsze kwiaty. Dorośli mówili, że kiedyś do tej kapliczki przychodzili starcy, kalecy, ślepcy, prosząc Matkę Boską Dąbrowską o lepsze zdrowie. Prośby i modlitwy ich spełniały się. Pozostawiali swoje kule, laski, umieszczając je na stryczku kapliczki. Byliśmy bardzo ciekawi, czy są. W tym celu odchyliliśmy małą deseczkę i nie zuważyliśmy nic. Pewnie to było bardzo dawno temu. Pozostawione rzeczy już spróchniały, rozleciały – rzekła filozoficznie Mietek, może to już druga kapliczka zapytała Wanda. Przeświadczenie o mocy uzdrawiania w nas pozostało. Idąc do domu oglądaliśmy się za nią…”
cyt. Henryk Dąbrowski „Drogami Kurpiowszczyzny, t.1,Dąbrówka, Rozogi 1997 60-61, maszynopis w posiadaniu autora

