Z lokalnych dziejów

      Możliwość komentowania Z lokalnych dziejów została wyłączona

W dodatku do Nowin Raciborskich nr 21 z 1911 roku czytamy:

„W obronie sztandaru. Było to pod Ostrołęką dnia 26 maja 1831 r. Wódz polski Skrzynecki osłabił siły nasze, wysyłając część wojska do Łomży, a co gorsza .nieprzyjaciel zajął wyborną pozycję. W miejscu, gdzie Omulew wpada do Narwi, był wysoki nasyp, usypany dla podtrzymywania wody W’ czasie wiosennych wylewów. Na lewo zaś od miasta Ostrołęki, gdzie Narew zatacza półkole, są bagna i tak zwane ługi. Nieprzyjaciel zajął nasypy i obstawił wzgórza ciężkimi działami. Polskie wojsko stanęło w dole, a lewe skrzydło zajęło owe mokre ługi. W tern nad wszelki wyraz niekorzystnym dla naszych wojsk położeniu, rozpoczął się główny bój pod Ostrołęką. W przeddzień bitwy wojska polskie przechodziły Narew przez całą prawie noc i stawały nad Omulewem. . Zaraz z rana usłyszano strzały karabinowe i huk dział. Nieprzyjaciel o wielkiej sile i z wielką natarczywością uderzył na miasto i zdobył je. Polacy pod tym naciskiem ustępowali zwolna z miasta na mosty, powstrzymując nieprzyjaciela bagnetami. Wśród tej walki jeden most się załamał, a nurty, Narwi pochłonęły walczących na nim Polaków i Moskali. Drugi most, mimo rozpaczliwej obrony, zdobyli Moskale; ale wojska nasze broniły przejścia na drugą stronę z nadzwyczajnym męstwem. Z góry padały strzały armatnie i karabinowe. Słońce już przeszło południe, a bój wrzał ciągle. Wtedy to polegli wodzowie Kicki i Kamiński; padł też koń pod majorem Żółkiewiczem, którego wydobyto z pod konia i ledwie żywego wyniesiono z placu bitwy. Co chwila nowa strata. Narew oddzielała wojska, które zetknąć się nie mogły, a kule raz wraz kaleczą i zabijają. Nikt już z naszych nie mógł marzyć o zwycięstwie, nikt nie myślał, czy z tej krwawej bitwy wyniesie życie — chodziło tylko o ocalenie honoru wojskowego, piechota broniła przeprawy. Nieprzyjaciel wprowadzał w bój coraz to świeższe pułki, a nasi stali ciągle niewzruszeni; pot zmieszany z sadzą od ciągłych strzałów spływał czarnym strumieniem po zmęczonych twarzach. A wśród tej rozpaczliwej walki spełniało się mnóstwo czynów bohaterskich, z których każdy wart czci i pamięci potomnych. Wśród piechoty, broniącej przeprawy przez rzekę, stał twardo oddział kosynierów. Chorąży tego pułku dzierżył mocno i wysoko sztandar. Ręce to mdlały, ale on stał niewzruszenie. Wtem uczuł jakby dotknięcie rozpalonego żelaza w lewym boku. To kula go ugodziła. Krew spływała z rany, ale chorąży stał niewzruszony. Drugi strzał ugodził go w prawe biodro, „Szczęście, że nie ręka” ,— szepnął, zacisnął zęby, stał dalej prosto, jakby stężał w wysięku. Ale krew upływała, czarne płaty zaczęły mu latać przed oczyma, „czuł, że się chwieje. Zacisnął tern silniej palce wokół drzewca sztandaru, zachwiał się i runął.

Widząc to kosynier Józef Grubiński, poskoczył ku niemu, a chcąc niedopuścić upadku sztandaru, porwał za drzewiec, aby je wydrzeć konającemu, ale nadaremnie — ginący chorąży trzymał tak silnie kostniejącą ręką drzewce sztandaru, że wyrwać mu go nie było podobieństwem. Wtedy. Grubiński porwał konającego, przerzucił go przez ramię i wraz z sztandarem podniósł w górę i uszedł tak pod gradem kul ku swoim. Czyn ten wzbudził taki podziw wśród szeregów nieprzyjacielskich, że patrzyli na Grabińskiego z zapartym oddechem. Na jedną chwilę wstrzymały się wszystkie ręce, ustały strzały, a z ust nieprzyjacielskiej armii wypadł głośny okrzyk: „Hurra! hurra! kosynier!“ Zdarzenie to zapisane jest w raporcie naczelnego wodza wśród innych czynów godnych podziwu. Smutna bitwa pod Ostrołęką była jedną z ostatnich w powstaniu z roku 1830. Padło tam 8000 najwaleczniejszych polskich żołnierzy i około 300 oficerów, pomiędzy nimi generałowie Kicki i Kamiński; generał Krasicki został wzięty do niewoli. Moskale stracili w bitwie 9000 ludzi. Od krwi przelanej rzeka Narew zabarwiła się na czerwono.”

Download PDF