Z lokalnych dziejów: „Smutne, lecz prawdziwe”

      Możliwość komentowania Z lokalnych dziejów: „Smutne, lecz prawdziwe” została wyłączona

Poniżej artykuł z Przeglądu Łomżyńskiego : organ Zrzeszenia Demokratycznego Ziemi Łomżyńskiej R. 7, nr 10 (10 marca 1935), ukazujący smutną kartę z dziejów parafii w Dąbrówce. Pisownia oryginalna

„SMUTNE LECZ  PRAWDZIWE.
W dniu 23 lutego 1935 roku, we wsi Nasiadki gm. Durlasy, pow. ostrołęckiego zmarł Józef Krajewski, mieszkający na komornem, człowiek najbiedniejszy z całej wsi, a nawet i okolicy, bo nie tylko że nie posiadał żadnego majątku nieruchomego i ruchomego, lecz nękany chorobą nie był
wstanie zarobić na jakiekolwiek utrzymanie, tak że pozostała żona nie miała za co kupić trumny i bez ofiarnej pomocy mieszkańców tej wsi nie-
mogłaby pochować zwłok, ponieważ córki są w obowiązku w Warszawie, nie wiedziały o śmierci ojca, i nie mogły przyjść z żadną pomocą i do
piero po otrzymaniu wiadomości i przybyciu do Nasiadk postanowiły, by ojca pochować w sąsiedniej parafji, w Ostrołęce, więc jedna z nich udała
się do Proboszcza parafji Dąbrówka, Księdza Fr. Sokołowskiego z prośbą o wydanie pozwolenia na przewiezienie zwłok do sąsiedniej parafji, na co
Ksiądz Proboszcz zgodził się za bardzo skromną opłatą, bo zaledwie 60 zł, po wielkich targach i prośbach przystał wreszcie na złotych 40 i za co? Za napisanie na kawałku papieru kilku słów i położeniu swojego podpisu. Podczas targu oświadczył, że jak wstąpi ona do zakonu to pozwolenie wyda darmo, na co oczywiście nie zgodziła się córka zmarłego, nie mając najmniejszego powołania do propozycji Księdza Proboszcza. Przy pobieraniu tej małej opłaty Ks. Proboszcz nie zatroszczył się czy zmarły miał przynajmniej koszulę na śmierć (pochowany został w połatanem ubraniu) i czy rodzina miała na wydatki związane z pogrzebem jak również czy ta co opłacała, będzie miała za co wrócić do Warszawy, do swego
zajęcia na czas, by nie utracić kawałka chleba, na który pracuje zapewnie w pocie czoła. My, parafjanie, jesteśmy oburzeni do najwyższego takiem
postępowaniem, gdyż jak długo istnieje nasza parafja, takiego proboszcza nie mieliśmy.
Zachłanność Księdza Fr. Sokołowskiego nie kończy się na wyżej opisanym wypadku, ponieważ mamy do zanotowania inny fakt, obchodzący
wszystkich parafjan, a mianowicie: Urząd Gminy Nasiadki zażądał metryk urodzenia i ślubu do ksiąg ludności, za które to metryki Ksiądz Fr. So
kołowski pobiera „tylko 4″ po 50 groszy za każdą i na naszą interwencję w Urzędzie gminnym wyjaśniono nam, że to zależy od Księdza Proboszcza oraz, że sąsiednia parafja Kadzidło pobiera po 20 gr.

Dziwi nas bardzo, że inni księża, gdzie mają bogatszych parafjan, mogą pobierać po 20 i 30 gr., zaś w naszej parafji biedota, gdyż największy gospodarz posiada 30 morgowe gospodarstwo z którego ziemi ornej zaledwie około 10 morgów i to ziemia piaszczysta, reszta zaś różnego rodzaju nieużytki i t. p. mając przy tern rodzinę na utrzymaniu (4—9 osób) i musi zapłacić po 50 gr. czyli za metryki musi opłacić kilka złotych, od 2 do 5 zł., a ilu jest takich, którzy zupełnie nie mają ziemi i żyją jedynie z wyrobku
i nie mają za co kupić sobie i dzieciom obuwia itp. O ile nam się zdaje to księża, jako urzędnicy Stanu Cywilnego za prowadzenie ksiąg otrzymują ze Skarbu Państwa specjalne wynagrodzenie, więc na jakiej podstawie prawnej pobierają dodatkowe wynagrodzenie i do tego w tak „małej44
wysokości, tym bardziej, że rozporządzenie o księgach ludności przewiduje opłatę w wysokości kosztów druków, o ile tak, to musimy stwierdzić, że
druczki te są bezwzględnie zadrogie.
Może by tak zainteresowały się tą sprawą odpowiednie władze i wyjaśniły całą sprawę, bo sprawa metryk stawia nie tylko nas w przykrem
położeniu lecz i Państwo, gdyż metryk żądają od nas Władze w których interesie winno być ułatwienie nam ich otrzymania po cenie dla ludności przystępnej, a nie tak by jednostka na tern robiła interesa o tern bardzo mocno i tak pięknie powiedział p. Minister Kościałkowski. „Ładne strzyżenie owieczek, Księże Proboszczu!. Prawdziwy katolik”

Download PDF