Zachęcam do lektury gazety Siewca. Dodatek Ilustrowany, R. 1, nr 1 (22 czerwca 1907), a w niej artykułu autorstwa Michała Morzkowski, „Z wycieczki do Puszczy”. Poniżej fragment z jakże cennymi uwagami i spostrzeżeniami. Poczytajmy sami.

„…Tak czystych, porządnie zabudowanych wsi, jak na Puszczy, nie widać w całym królestwie.
Szeroka ulica, wzdłuż której stanęły wiejskie zabudowania jest wysadzona drzewami, a u wylotów zamknięta kołowrotem, co ją zabezpiecza od dowolnych spacerów bydła i nierogacizny.
Każde obejście gospodarskie ogrodzone jest sztachetami, lub płotem nie rozwalonym. W obejściach prócz budynków gospodarczych, znajdują się budynki, które po naszych wsiach są uważane powszechnie za zbyteczne. Stąd też nigdzie ścieków, kałuż, gnojowisk nie widać. Domy mieszkalne, częstokroć rzeźbione, stoją frontem do ulicy, mają ganeczki i ogródki pod oknami. A te okna, to najlepszy dowód, że kurp ze swoich wycieczek emigracyjnych do domu „garść pszenną” przynosić umie. Okna to duże, o pięknym obramieniu, jasnych szybach, a nierzadko już z oberluftami. Kościoły i cmentarze puszczańskie są we wzorowym porządku, przydrożne figury są całe, proste i zawsze ogrodzone. U praw a roli, na ogół lichej, jest tu w miarę możności postępowa; wszędzie orka płaska, chociaż często jeszcze sochą dokonywana. Wieś kurpiowska przedstawia dla oka widok niesłychanie miły.
A teraz lud puszczański. — Pod względem piękności ma pierwszeństwo puszczańska kobieta. Nie zrzuciła ona z siebie malowniczego kurpiowskiego stroju, jest barwna, szykowna, a częstokroć o tak pięknej twarzy, że wprost oczy niewoli. Na niej samej i w jej domu pełno dowodów jej pracowitości: cały jej przyodziewek i te kilimki, a obrusy, pokrywające łóżka i stoły — to samodział, dzieło jej ręki. — Emigracya zarobkowa do Prus i Ameryki wyzuła ludność męską z jej ubrania charakterystycznego, to też w gromadzie na placu przed kościołem mężczyźni obok żon i sióstr swoich wyglądają jak czarne bąki przy barwnych motylach.
Poza zewnętrznością duch kurpiowski i dziś nosi piętno swego dawnego urobienia. Proboszcz miejscowy opowiadał mi, że nałogowe pijaństw o jest bardzo rzadkie wśród puszczańskiego ludu — a sędzia gminny okoliczny, że oszukaństw o i złodziejstwo, dawniej literalnie tu nieznane i dziś mimo demoralizującego wpływu emigracyi do częstych nie należy. O przysłowiowej kurpiowskiej wytrwałości w zamiarach i posłuchu dla swoistych rozkazów, miałam sposobność przekonać się osobiście. Byłam w puszczańskiej wsi Jednorożcu w towarzystwie osoby, na której gorliwość w sprawach publicznych rachowano tam.
Otóż sołtys sąsiedniej wsi Parciaki, pragnąc wyzyskać tę gorliwość dla sprawy kościółka, świeżo w jego wiosce wzniesionego, prosił daną osobę o osobiste przybycie do Parciaków . — Obiecała. — Lecz to nie uspokoiło sołtysa; obawiał się, aby inni innymi sprawami obietnicy w pamięci nie zatarli; postawił więc przy koniach zaproszonej osoby parciackiego gospodarza z nakazem, żeby spełnienia obietnicy dopilnował. Parciak pół dnia i noc całą przy koniach przepędził i stanowczością swoją uniemożliwił w ahanie się danej osoby.
Wszystko, co n a Puszczy u kurpiów widziałam, co o nich słyszałam od najbliższych sąsiadów, przejęło mnie wielką otuchą. L ud ten wychowany na wiekowym samorządzie, przedstawia zdrowy szczep szlachetny, który byle ogrzało go słońce oświaty może dać narodowi cenne owoce.
Jest jednak na Puszczy jedna ciężka bolączka, która ten szczep nurtuje i zakażeniem grozi. Emigracya do Prus i Ameryki jest tu codziennym zjawiskiem, a co najgorsze, to emigracya dzieci na tak zwane „pasionki”. Wynarodowienie i demoralizacya rośnie. Gdy o tern rozmawiałam ze statecznym i bardziej rozwiniętym gospodarzem odpowiedział mi: „Cóż robić? Toż pomieścić nam się trudno — a to wszystko już nie nasze!“ — pokazał na otaczające lasy, które jego przodków wychowały i wykarmiły…”



