Kary, kary i jeszcze raz kary. Karać, ale za co i kogo? Kij czy marchewka? Co lepsze? Czy kara dotyka wszystkich?
Zwykły, statystyczny Kowalski w naszej Ojczyźnie bardzo łatwo i szybko może odczuć na własnej skórze „dobrodziejstwo” systemu dyscypliny państwowej. Zostać ukaranym jest u nas nadzwyczaj prosto, szybko i skutecznie. Kierowcy znają to odrze, taryfikator nie zna litości. Urząd skarbowy rozliczy Kowalskiego z każdej złotówki. Kasjerka w sklepie swą pomyłkę musi opłacić z własnej kieszeni.
Dzieje budowy elektrownia w Ostrołęce, wybory kopertowe, księgowa z CBA, zakup widmo respiratorów, ustawiczna ochrona schodów smoleńskich – to znikomy promil publicznych funduszy, które rozpłynęły się jakoś i nikt nikogo o nie karze. Wszystko jest w porządku. Tylko zwykły obywatel jest „przestępcą” i karę musi ponieść, inni to już niekoniecznie.
Czy to dobrze się dziej w kraju, gdzie większość przyznaje się do wyznawanych przez Kościół Katolicki zasad? Rządzący zaś, bez skrępowania i z dumą zajmują pierwsze ławki, tam gdzie one są.
System kar musi istnieć, ale dlaczego tylko ma obejmować tych maluczkich? Przecież Art 32 konstytucji RP mówi: Wszyscy są wobec prawa równi. Wszyscy mają prawo do równego traktowania przez władze publiczne.
A może ktoś coś nie tak zapisał w tyn najwyższym akcie prawnym naszej Ojczyzny.? Jeśli się pomylił to go ukarać……

