Wielu z nas zdarzyło się zetknąć z urzędniczym „NIE”. Pamiętajmy! W praktyce urzędnik nie ponosi żadnej odpowiedzialności czy konsekwencji. Odpowiedzialność i konsekwencje ponosi jedynie przysłowiowy Kowalski. Ten, kto głosi inaczej, najzwyczajniej w świecie mija się z prawdą. W naszym kraju prawo skonstruowane jest tak, iż zwykły mieszkaniec ma zawsze pod tzw. górkę. Nawet jeśli w końcu dopnie swego, to okazuje się, iż jest to jedynie dla zasady.
Skargi, wnioski, petycje to zazwyczaj fikcja. Urząd robi praktycznie co chce i nic mu nie idzie zrobić. Szukanie sprawiedliwości w sądach, to także droga przez mękę. Sąd może wszystko. Poczucie krzywdy obywatela nie ma tu żadnego znaczenia. Urzędnicze przestrzeganie przepisów budzi często wątpliwości. Jak obywatel złamie prawo to jest na niego środek przymusu, na urzędnika już nie.
Co zatem robić? Sytuacja patowa? Otóż NIE, jest szansa i nadzieja. Upatrywać jej należy we wspólnotowym działaniu, zrzeszaniu się, wywieraniu medialnej i społecznej presji. Czynić wszystko w grupie, unikać działania w pojedynkę. W jedności siła.
Warto pamiętać: „I Herkules d…pa, kiedy ludzi kupa”.

