Warto nie warto? Tak i nie? Po co i dla kogo? Te i inne pytania nasuwają się przy głębszej analizie zjawisk zachodzących w lokalnym życiu społecznym.
Można rzec wzorowo utrzymujemy stan gminnych dróg. Zarośnięte pobocza i rowy przydrożne mówią same za siebie. Jest bezpiecznie. Kto ma się nimi zając? Może jakaś dobra dusza uczyni to charytatywnie? Charytatywnie zrobili to już nie raz np. mieszkańcy Gąsk – odśnieżając i posypując drogę zimą. Władza jakoś zapomniała o swoich powinnościach.
Przykładnie realizujemy lokalne wsparcie samorządowe pluralizmu aktywności społecznej. Teoretycznie mówi się, że pomagamy wszystkim. Właściwi mogą liczyć na szerokie wsparcie władz i instytucji. Pozostali borykają się z problemami. Ostatecznie zostają sami lub rezygnują z aktywności.
Powielanie pomysłów, pracy twórczej i aktywności przychodzi nam łatwo. Dziwne tylko to, iż wpierw ich krytykujemy, a wręcz zwalczamy, a potem idziemy ich śladami. I wszystko jest O.K. Co niektórzy kiwali głowami nad pomysłem logo jednej z wiosek gminy Lelis, a za jakiś czas ktoś z tej grupy kiwającej wychodzi z pomysłem logo swej wioski. Też pięknie.
Zaangażowanie samorządowców w różnego rodzaju imprezy jest duże. Szkoda jednak,iż nie starcza im sił na inny rodzaj pracy. Gdzie są tereny inwestycyjne, nowe miejsca pracy, równy rozwój wszystkich wiosek…? Wpierw nie podoba nam się pomysł inwestycji, ale jak ona nabiera realnych kształtów to chętnie przyklejamy się do niej np. most w Teodorowie.
Plany Zagospodarowania Przestrzennego jakoś nie mogą doczekać się realizacji, a to przecież rozwój gminy. To żaden problem dla samorządowców, przecież prawo ich nie dotyczy – nie ponoszą żadnej odpowiedzialności za swoje decyzje samorządowe. Kto ostatecznie traci? Mieszkańcy…Tak wygląda często polski standard samorządowy.
Przykładnie Rada Gminy traktuje mieszkańców i nigdy nie przyznaje im racji. Wszyscy traktowani są więc jednakowo. Wszelkie ich wnioski, skargi i petycje uznaje za nie zasługujące na uznanie. Chociaż Wojewoda Mazowiecki miewał w tym zakresie inne zdanie i wówczas radni zmieniali swoje decyzje.
Nie przeszkadza nam manipulowanie nami przez naszych wybrańców. Z jednej strony chcemy i mówimy o prawdzie, szacunku zasadach, z drugiej zaś milczymy w sytuacjach kiedy podaje się nam różne wersje wydarzeń, stanowisk, w zależności kto pyta i dla kogo wywiad. Przykładowo świetlica wiejska jest świetlicą, a za chwilę i na innym miejscu nią nie jest.
Docenianie mieszkańców gminy przez samorząd realizujemy książkowo. Uchwaliliśmy regulamin, wniosek został złożony i natrafił na sztuczne problemy. Jak się chciało kogoś swego docenić, to i na ustny wniosek bliżej nieokreślonych osób uczyniło się to. W przypadku innych /tych drugich/ tworzy się problemy biurokratyczne. Można i tak.
Darmowy transport publiczny zapewnia się tylko wybranym mieszkańcom. Inni niech radzą sobie sami – to mała liczba wyborców. Na odczepnego wystarczy im prowizoryczne rozwiązanie w postaci płatnych i symbolicznych linii autobusowych. Lepsi i gorsi. Czy to katolicki standard?
Debata nad stanem gminy jest szeroka i wszechstronna, mieszkańcy biorą w niej udział a ich uwagi są brane pod uwagę, budżet obywatelski funkcjonuje rozwija się, mieszkańcy mają realny wpływ na kształt budżetu gminy – tak powinno być. A jak jest…?
Przykładnie także rozpatrujemy anonimy wpływające do gminy. Publicznie nad nimi pochylamy się, rozmawiamy, podajemy dane osobowe, niszczymy ludzi, ośmieszamy gminę. Jako usprawiedliwienie takiej postawy samorządowcy podają tezę, iż nie debatują nad nimi. Winną ich upublicznienia obarczamy legalny przekaz medialny. Tylko nagradzać takie myślenie i postawy.
Trwający od ponad trzydziestu lat stan dzierżenia władzy przez jedną grupę ludzi,również staje się ewenementem na skalę krajową. Jak dotąd brak jest oficjalnej osoby, która zechciałaby realnie i praktycznie pociągnąć proces zmian i zasiąść w fotelu wójta. Czyżby pośród nas, mieszkańców gminy Lelis, nie ma chętnej osoby?
Poszukujący wzorców skutecznych technik i działań propagandowo – wizerunkowych z pewnością mogą się ich uczyć od włodarza gminy. Ten rozdział opanowany ma on na wysokim poziomie. Wzorce więc są.
Frekwencje w dniu wyborów winni tworzyć wszyscy uprawnieni do głosowania, tak abyśmy w największym gronie współdecydowali za nasz lokalny byt. Brak udziału w głosowaniu to też podejmowanie decyzji, tylko tyle, że czynimy to rękoma innych.
Wracając do początku. Czy warto stawiać owe pytania, zgłaszać uwagi wnioski i propozycje, pisać o tym, a w konsekwencji narażać się i ponosić koszty, ciężary pracy dla dobra wspólnego? Raczej nie, bo u nas jest wszystko wzorowa. Tylko tyle, że owy wzór nie pcha nas do przodu. Depczemy w miejscu. Wydatkowane publiczne pieniądze nie są pomnażane, a jedynie konsumowane. A ci co naprawdę reprezentują społecznikowską postawę, traktowani są jak są – czyli wzorowo inaczej.

