Ostatnio w lokalnej przestrzeni publicznej pojawił się temat sprzedaży nieruchomości będących własnością gminy Lelis. Wywołał on wiele dyskusji i zrobił nieco społecznego zamieszania.W tym zakresie jest wiele pytań i niewiadomych, dziwnych działań i decyzji. Społeczeństwo gminy to ludzie myślący, inteligentni mający zmysł analizy, więc bez trudu wyciągną wnioski.Zakładam, iż mieszkańcy są przeciw sprzedaży działek i przeznaczeniu uzyskanych w ten sposób funduszy do wspólnej kasy.
Spójrzmy na prostą matematykę. W radzie gminy jest 15 radnych, po to aby uchwała przeszła, potrzebna jest zgoda 8 radnych. Jeśli radni okręgów z których wyznaczono działki do wyrażenie zgody na ich sprzedaż, są na „NIE”, to wynik głosowania prosty: 9 do 6 lub 8 do 7 /różnica wynika faktu dwóch radnych z Łęgu Przedmiejskiego/. Teoretycznie uchwała nie ma szans na uchwalenie. Po co są więc owe „konsultacje społeczne” z mieszkańcami zainteresowanych sołectw w tej sprawie? Zasłona dymna czy manipulacja społeczna? A może chodzi jeszcze o coś innego?
Według ostatniego projektu uchwały 20 działek było wyznaczonych do wyrażenia zgody na ich zbycie. Najwięcej 5 w Łęgu Przedmiejskim, 4 we Szkwie,po 2 w Gąskach i Szafarni i po 1 w Lelisie, Dąbrówce. Długim Kacie, Nasiadkach, Obierwi. Szwendrowym Moście.Jeśli radni z tych okręgów są przeciw sprzedaży działek, to wszystko jasne.Po co więc poddawać pod obrady głosowanie tej treści uchwałę?
Należy mieć na uwadze, iż w obecnych uwarunkowaniach prawnych mieszkańcy nie mają nic do własności gminnej. Nie ma nic takiego jak „wioskowe”. To znikło swego czasu. Tu decydują radni. Jak zatem uchronić działki przed ewentualną sprzedażą? Być może jednym z rozwiązań jest obecność mieszkańców podczas głosowania uchwały w tej sprawie Należy mieć nadzieję, iż w naszej wspólnocie gminnej nigdy nie będzie musiało dojść do takich sytuacji.
Osobiście oczekuję od swego radnego, aby dokładnie rozeznał sytuację i jeśli jest taka potrzeba, niechaj działał w kierunku stworzenia w radzie większości wokół tej kwestii. Zebrania wiejskie może warto zostawić na inne sytuacje. Pisma, protesty, uchwały nie mają tu żadnej mocy sprawczej. To tylko działania wizerunkowe. Autor projektu uchwały w tak delikatnej materii, wpierw winień skonsultować ją nie tylko z prawnikiem, ale i z mieszkańcami, którzy chyba są najważniejsi w samorządzie.

