„…i co mi zrobisz…”

      Możliwość komentowania „…i co mi zrobisz…” została wyłączona

Tytułowe słowa samorzutnie przywołują polską komedię filmową w reżyserii Stanisława Barei: „Co mi zrobisz, jak mnie złapiesz”  z 1978 roku. Życie publiczne dowodzi często, iż w wielu przypadkach nie są one raczej powodem nie do śmiechu, ale mają coś z tragikomedii.

Z urzędowym orłem na piersiach, w pieczęciach czy w pismach – osoby publiczne publicznie czytają anonimy na obradach kolegialnych organów władzy, bezpodstawnie zajmują pensje mieszkańców czy ich krzywdząc, nie reagują na naruszanie obowiązującego prawa. Czasem mówią: „…i co mi zrobisz…”, innymi słowy szydzą z nas. Czasem próbują lansować się cudzym kosztem i na ludzkiej krzywdzie. Można rzec, iż czują się bezkarni.   Jeśli takie rzeczy mają miejsce to stanowią one zagrożenie dla funkcjonowania państwa. Niestety, to jest real. Czasem życie pokazuje, że te osoby te są wręcz są „nagradzane” za tego rodzaju postawy, Otrzymują  posady urzędowe czy też rezerwuje się dla nich eksponowane miejsca podczas różnych oficjalnych uroczystości.

A to wszystko zazwyczaj dzieje się za naszą zgodą. Tak naszą zgodą. Z lęku przed represjami boimy się reagować na dziejące się wokół nas zło. Czasami wolimy go nie widzieć. Bo tak bezpieczniej. Ale czy naprawdę bezpieczniej. Może czasem mamy z tego jakieś tam „profity”. Gdyby nasi ojcowie tak postępowali, to nie dane byłoby nam żyć dzisiaj w naszej Ojczyźnie. Pamiętajmy! Milczenie wobec dziejącego się zła jest jego akceptowaniem i to już nie jest dobro.

 

Download PDF