W dniu dzisiejszym /07.06.2025 r./ do dąbrowskiej parafii przybywa Matka Boża Pięknej Miłości w obrazie Matki Bożej z łomżyńskiej katedry. Peregrynacja obrazu odbywa się w ramach przygotowań do 100-rocznicy erygowania diecezji łomżyńskiej. Obraz przybywa do wyjątkowej parafii. Parafii, w której Matka naszego Pana objawiła się tutejszym mieszkańcom.
Zwróćmy więc uwagę na religijność Kurpiów. Dlaczego? Bo nie tylko drogi, nie tylko mosty decydują o jakości życia, zwłaszcza tego duchowego. Bez religii świat przemienia się w betonowo-bitumiczną pustynię. Jeszcze za czasów Kazimierza Wielkiego na Puszczy pokutowały resztki pogaństwa. Lud był zabobonny i nie poddawał się wpływom chrześcijaństwa. Dopiero misja jezuitów, którzy w r. 1650 założyli osiedle Myszyniec, pozyskała ten naród na dobre dla wiary, co miało wielkie znaczenie polityczne, bowiem wiara katolicka uratowała Kurpiów przed sprusaczeniem, któremu uległy z powodu protestantyzmu sąsiadujące z Kurpiami Mazury. Czy Kurpie byli religijni? Lasy, bagna, wydmy, domostwa rozsiane na sporym terytorium, wszystko to komplikowało podtrzymanie życia religijnego. Tworzenie parafii przychodziło z trudem. Podobnie było i dąbrowską parafią, ale w jej przypadku miał miejsce szczególny zapał, upór, wytrwałość i niezwykłe wydarzenia.
Tutejsza ludność pomimo wielu przeszkód była konsekwentna i z uporem dążyła do utworzenia swej parafii. Trwało to ok. 100 lat. Rozumiała i doceniała ona wyjątkowość swej sytuacji. W procesie tworzenia tej wspólnoty parafialnej można bez trudu doszukać się „interwencji Bożej”, ktoś inny powie: „to zrządzenie losu”. Nie to, nie nie przypadek. Tak chciała Matka Boża. XVIII wiek zapisał się złotymi zgłoskami w dziejach tej wioski.
Można pokusić się tu przywołać anonimowe powiedzenie, które powtarzali Kurpie w myśl słów: „uparty jak Kurp”. Upór ten niejako był im pomocny, ale pomocne okazało się wiele innych czynników. Być upartym, to nie chcieć zrobić czegoś pod żadnym względem, to mieć swoje własne zdanie i trzymać się przy nim. Jak podają źródła mieszkańcy Dąbrówki i okolic konsekwentnie dążyli do posiadania u siebie kapłana, przy swej kaplicy dedykowanej Matce Bożej Cudownej Dąbrowskiej. Na tym skrawku kurpiowskiej ziemi Maryja objawiła się miejscowym mieszkańcom. Tu przybywał lud kurpiowski i doznawał wiele łask. W sercach tutejszego ludu bardzo szybko do wspomnianego pragnienia dołączyła potrzeba posiadania własnej parafii. W ówczesnych uwarunkowaniach realizacja tych dążeń była karkołomnym wyzwaniem. Wyzwaniem, które ostatecznie urealniło się po około 100-letnich staraniach. Nie zważano na różnego rodzaju trudy z tym związane. „Cudownie” udało się im zatrzymać ciało śp. ks. Placyda Podgórskiego w Dąbrówce. Pisano pisma do władz duchownych i świeckich. Składano wizyty duchowieństwu, przyjmowano delegacje biskupie. Wystarano się o odpusty do Kaplicy, a nawet kapłana z sąsiedniej diecezji. Trwająca wówczas na Kurpiach bieda robiła swoje. Mimo to, tutejszy lud własnym kosztem wybudował jedną, potem drugą kaplicę, a następnie świątynie /z drewna po byłym kadzidlańskim kościele i dąbrowskiej kaplicy/. Zadbał też o jej wyposażenie i uposażenie kapłana, stworzył warunki do jego zamieszkania. Wpierw, w ramach parafii Kadzidło, powstała mała, biedna kurpiowska wspólnota, by potem stać się samodzielną parafią. Początkowo była zależna od proboszcza w Kadzidle, z czasem stała w pełni samodzielna. Miejscowy lud, w ramach wyjątku, uzyskał od władz carskich pensje dla swego kapłana /nadetatowego wikariusza w Kadzidle/. Paradoksalnie kolejny raz zaborca przyszedł z pomocą naszym przodkom. Wkrótce sprowadzono z Watykanu obraz Matki Boskiej Nieustającej Pomocy. Na początku XX wieku zakupiono nowe organy w jednej z najbardziej znanych firm w Europie. Pomimo biedy fundusze znalazły się. Skąd? Nie wiadomo jeszcze. Zwycięski epizod z Mariawitami również dopełnia historii tego miejsca. To tylko niektóre elementy świadczące, iż Dąbrówka to cudowne miejsce i cudowna parafia kurpiowskiej ziemi.
Czy można zmarnować taką wizytę….?

