Zgodnie z polskimi przepisami, fakt, że cmentarz jest nieczynny i zaniedbany, nie daje nikomu prawa do zmiany sposobu użytkowania tego terenu. Ponieważ znajdują się tam szczątki ludzkie, podłoże podlega ochronie sanitarnej i prawnokarnej (zarzut bezczeszczenia grobów). Każda próba wjazdu tam ciężkim sprzętem rolniczym lub budowlanym bez zgody władz Kościoła Mariawitów, Sanepidu oraz Konserwatora Zabytków skończy się natychmiastowym procesem karnym.
Cmentarz mariawicki w Długim Kącie (gmina Lelis, powiat ostrołęcki, woj. mazowieckie) jest doskonałym przykładem miejsca, które choć sprawia wrażenie całkowicie opuszczonego, pozostaje pod pełną ochroną prawną, a jego zaoranie byłoby przestępstwem. Obecnie obiekt jest skrajnie zaniedbany, gęsto porośnięty krzakami i drzewami (północna część jest niemal całkowicie pochłonięta przez las). Pomimo tego status cmentarza jako miejsca świętego i historycznego nie uległ zmianie, a cicha pamięć o nim trwa.
Ten stary historyczny cmentarz, na którym nie dokonuje się już nowych pochówków od 1945 roku ma przecież wartość historyczną, kulturową. To przecież część naszej kurpiowskiej historii. Troska o niego to wyraz naszej pamięci i szacunku dla osób, które zostały tam pochowane. Jak dotąd to obraz, który jest powodem do kurpiowskiego wstydu.
Co zatem zrobić z tym miejscem, w sytuacji kiedy wszelkie działania mające na celu ratowanie tego miejsca spoczynku są niszczone, trafiają w próżnię, są ignorowane lub lekceważone, a nawet wyśmiewane? O tym innym razem. Błędne koło, schizofrenia społeczna lub kulturowa? Jakość trudno to pogodzić z większości katolickim społeczeństwem w Polsce. Widać jeszcze nie dojrzał czas na tego typu działania. Ale kiedy on dojrzeje? Czyżby nigdy? Co musi się stać, abyśmy podjęli konkretne działania i uratowali to miejsce spoczynku i ślad życia mariawitów na Kurpiowszczyźnie.

