„Najzabawniejsze jak to wyglądał handel końmi. Sprzedający i kupujący uzgadniali cenę całymi godzinami, trzaskali w ręce, odchodzili i znów przychodzili, dobijali targu, co słychać było po całym rynku. Ludzie mówili godzą się i godzą i zgodzić się nie mogą. Jeden by opuścił , drugi poprawił i byłaby zgoda. Tak też i nie raz bywało.. Wtedy obydwaj szli do karczmy , do żyda i pili tzw „litkup”. Najpierw stawiał kupujący, a jak sobie popili , stawiał wódkę sprzedający, Do ich towarzystwa dołączali faktorzy i kompani. Pili do wieczora, karczma rozbrzmiewała różnymi głosami i śpiewem. Wreszcie nie mogącego wyjść o własnych siłach gospodarza wynoszono i kładziono na wóz, tylko mu kopele stercały. W drodze powracała przytomność i wtedy słychać było śpiew na całą pusce: leć głosieeee po rosieeee do mojej najmilejsej …… Po kilku taktach takiego śpiewu głos stawał się coraz słabszy , aż w końcu przechodził w bełkot, senne chrapanie. Najwięcej na tym ucierpiały kobiety, bo musiały pilnować, żeby chłop całej forsy nie przepuścił, albo mu kto z kieszeni nie wyciągnął, choć to się zdarzało…” – cyt. Henryk Dąbrowski „Drogami Kurpiowszczyzny cz 1, str. 180.
Kurpiowski „litkup”
Możliwość komentowania Kurpiowski „litkup” została wyłączona

