Dzisiaj drugi dzień Świąt Wielkanocnych. Zatem śminigus – dyngus. Czy dalej obowiązuje dyngusowa zasada „Kto bardziej został oblany wodą, ten godniej „przeświętował” poniedziałek wielkanocny”?
Poniżej kilka słów o tym zwyczaju z gazety Siew Młodej Wsi, datowanej na dzień 12 kwietnia 1936 roku, nr 15, str. 228-229:
„…POCHODZENIE DYNGUSU.
Dyngus, którego tradycja związana jest z drugiem świętem Wielkanocy, należy do najstarszych zwyczajów. Być może, iż miał on niegdyś sens symboliczny,zwłaszcza, gdy zwyczaj ten przeniesiemy do czasów pogańskich. Dawni Słowianie, według wszelkie prawdopodobieństwa, łączyli obyczaj dyngusu z wyobrażeniem odmłodzonego życia, nowej pory roku wiosny (symboliczne topienie w początkach wiosennych dni słowiańskiego bóstwa śmierci i zimy: Marzanny ma tu niezawodnie znaczenie wymowne).
Etymologicznie słowo ,,dyngus‘’, jak twierdzą wybitni uczeni J. Karłowicz i A. Brückner, pochodzod niemieckiego „dingen“ — wykupywać się. Dawano bowiem okup czyli dyngus chłopcom wiejskim za to, by nie oblewali wodą. Nazwa ta, aczkolwiek bardzo rozpowszechniona, nie jest w Polsce jedyna, w niektórych przecież okolicach istnieją na określenie tego zwyczaju terminy rdzennie swojskie, jak: oblewanka, polewanką, lejka (stąd poniedziałek Wielkanocny zwąny dniem św Lejka. Na Mazowszu lud odróżnia dyngus od śmigusu. Pierwszy oznacza zbieranie przez chłopców wiejskich podarków, zwanych dyngusami; śmigusem natomiast nazywają mazurzy wzajemne oblewanie się wodą.
DYNGUS W DAWNEJ POLSCE?
Dawna polska literatura pamiętnikarska podaje w tym względzie interesujące szczegóły. Oto dowiadujemy się z niej m. in., iż prawo dyngusu przypadało młodzieży męskiej w poniedziałek Wielkanocny. Dziewczętom zaś we wtorek. Zresztą zwyczaj ten nie był zbyt przestrzegany, zwłaszcza, gdy animusz dyngusowy osiągnął wysoką temperaturę wśród rozochoconej młodzieży obojga płci. A że „gorączka wody“ w drugi dzień Wielkanocy nie była bynajmniej w dawnej Polsce zjawiskiem wyjątkowym, świadczy dobitnie odnośny fragment z pamiętnika ks. A. Kitowicza, pamiętnika, pochodzącego z czasów Augusta III.
„Była to swawola powszechna w całym kraju — czytamy — tak między pospólstwem, jako też dystyngowanemi… gdy się rozswawoliła kompania, раnowie i dworzanie, panie, panny, nie czekając dnia swego, leli jedni drugich wszelkimi statkami, jakich dopaść mogli; hajducy i lokaje donosili cebrami wodę, a kompania dystyngowana, czerpając od nich, goniła się i oblewała od stóp do głów, tak, iż wszyscy zmoczeni byli, jakby wyszli z jakiego potopu. Stoły, stołki, kanapy, krzesła, łóżka, awszystko to było zmoczone, a podłogi jak staw wodą zalane… parobcy zaś po wsiach łapali dziewczęta i zawlókłszy do stawu albo rzeki, wziąwszy za nogi i ręce wrzucali do wody, albo też włożywszy w koryto przy studni, lali wodą”.

