Poniżej fragment książki „Za wolność i lud. Opowiadania z lat 1861-1864” autor Maria Wysłuchouchowa, Lwów 1892, s. 51-52:
„…Innym razem Moskale wpadli do jednej z wiosek kurpiowskich i pozamykali się w chatach i stodołach, prażąc z bezpiecznego ukrycia siarczystym ogniem powstańców. Zakipiała gniewem krew w chłopskich żyłach. Pomyśleli sobie: lepiej „spalić, dom rozwalić, niżli wroga chować“, poskoczyli co tchu starczyło i podłożyli ogień pod własne chaty. W płomieniach, roznieconych ręką włościan, zginęli wówczas wszyscy Moskale, wrogowie wolności i Polski.
W łomżyńskich znowu lasach 80 Kurpiów pod dowództwem dzielnego kapitana Wolskiego zrobiło zasadzkę na bandę moskiewskich rabusiów we wsi Lemanie, a kiedy ci, niczego się nie domyślając, wjechali w sam środek zasadzki, posypał się na nich grad kul. Kurpie, jak wiemy, strzelają celnie. Wystrzelali też uciekających po grzęskiem błocie niby kaczki — jeden im tylko uszedł — i zabrali, jako zdobycz wojenną, wiele pięknych koni, karabinów , pałaszy, pistoletów. Świetną tę zdobycz wojenną, której wartość wynosiła koło 20 tysięcy złotych polskich, przesłali Kurpie do obozu polskiego majora Brandta…”

