Poniżej relacja Wandy Lotter ur. 1939 w Kryczylsk o obchodach Święta Pracy w PRL-u:
„Pierwszomajowe pochody na poły przypominały takie pochody ludyczne, a na poły nawet kościelne, bo ze sztandarami takie procesje. Do pochodów pierwszomajowych co najmniej przez miesiąc wcześniej każda placówka, każde szkoły, wszyscy się przygotowywali, trzeba było marsze ćwiczyć i tak dalej, w szkołach, ale nie tylko, takie były pokazy. Ta trybuna na wysokości Poczty [Głównej], gdzie ci panowie smutni stali, i z bocznych uliczek tłumy nieprzebrane ludzi. Ale chodziło się na pochody, po pierwsze dlatego, że był święty obowiązek i biada temu, kto nie poszedł, a po drugie dlatego, że można było wtedy kupić kiełbasę albo jakieś inne dobro materialne, których normalnie w sklepie dostać nie można było. Oczywiście wtedy robiło się zakupy jakichś kiełbasopodobnych i czekoladopodobnych przysmaków. Ten tłum radosny, śpiewający, każdy śpiewał co innego, w międzyczasie ktoś grał co innego. Były takie śmieszne historie z tymi szturmówkami, z tymi portretami Marksa, Engelsa, Stalina, Lenina i jeszcze innych, jakieś składanie raportów przed tą trybuną. 1 Maja był o tyle pożądanym świętem, że zawsze były nagrody, jakieś państwowe nagrody, odznaczenia. Był ładny zwyczaj w wydziale kultury, że się dostawało książki. Mam bardzo wiele albumów z tego okresu, które się otrzymywało w prezencie, ale to wydział kultury, bo gdzie indziej to dawano jakieś pieniądze”.
Źródło: www.historiamowiona.tetrnn.pl

