Przyjęło się mówić, iż wykonywanie mandatu radnego to praca społeczna. Z ust wielu kandydatów przed wyborami słychać było nie raz takie zapewnienie. Ale czy radny wykonując swój mandat winien ponosić koszty wykonywania tego mandatu? Jest chyba oczywiste, iż nie powinien on dokładać z własnej kieszeni do takich spraw, jak: koszty przejazdu z miejsca zamieszkania (zatrudnienia) do siedziby rady gminy (powiatu) i z powrotem, koszty rozmów telefonicznych z prywatnego telefonu, utrzymanie strony internetowej radnego, koszty organizacji spotkań z wyborcami itp.
Również nie powinien też on ponosić strat z tytułu wykonywania mandatu radnego poprzez: utracone przez niego wynagrodzenie za pracę w dniu, w którym uczestniczy w pracach rady gminy lub jej komisji, a nie świadczy pracy na rzecz swego pracodawcy (pracodawca ma obowiązek zwolnić pracownika-radnego na czas obrad rady lub komisji, ale nie ma już obowiązku zapłaty pracownikowi-radnemu tzw. dniówki za ten czas). Zadośćuczynieniem tych kosztów to dieta radnego.
W naszej gminie Lelis od stycznia 2020 roku miesięczne diety radnych wynoszą:
- 900 zł – radny (było 700, od 2016 roku)
- 1100 zł – przewodniczący komisji (było 850 zł)
- 1200 – wiceprzewodniczący rady gminy (było 900 zł)
- 1324 zł – przewodniczący rady gminy (bez zmian).
Przyjmując zatem jedynie stawkę 900 złotych netto /bez podatku/ dla każdego radnego to w skali roku diety radnych kosztują nas znacznie ponad 160 tys. złotych. Dużo czy mało? Aby rzetelnie odpowiedzieć na to pytanie wpierw należy przyjrzeć się bliżej pracy poszczególnych radnych. A z tym bywa już różnie. Co by nie mówić, funkcjonowanie rady kosztuje dużo podatników.
De facto nie jest to zatem typowa praca społeczna. Skoro prawo takie jest, to tak musi być. Obok prawa pisanego jest jeszcze prawo moralne. Mając je na względzie postawmy pytanie czy godzi się sięgać po społeczny grosz, gdy radny nie wykazuje aktywności w pracach rady – skupia się jedynie na cichej obecności na komisjach i sesjach, czy też nie organizuje spotkań z wyborcami, nie wykazuje żadnej inicjatywy itp. Rzec można jest jedynie radnym kwitującym. Czy dieta mu się należy? Prawnie tak, ale moralnie? Wydaje się, że u każdego z nas zasady moralne są stałe i niezmienne, ale życie pokazuje, iż jest to płynne. I jako społeczeństwo dokąd więc dopłyniemy….
Zatem, skoro jako mieszkańcy łożymy na diety radnych, wymagajmy więc od nich przeczystej służby społecznej na rzecz dobra wspólnego. Wymuszajmy, aby tym, którzy dobrowolnie podjęli się określonych powinności i pobierają społeczne fundusze, było obce biblijne powiedzenie „kto nie chce pracować, niech nie chce jeść”.

