Postawny pytanie: Kto ma „tyły” u lokalnej władzy? Pytanie nie jest bezzasadne, gdyż owa władza daje ku temu jasne oznaki.
W wypowiedziach samorządowców da się odczuć niechęć do portali internetowych, mediów społecznościowych, które ośmielają się napisać coś, co może poczynić rysę na wizerunku władzy. Ci, którzy odważą się tak uczynić, muszą liczyć się z różnymi konsekwencjami. Przykładowo ich myśli, wnioski, propozycje, nawet słuszne i najlepsze, napotykać będą na samorządowe „NIE”. Ale czasem pokusi się też o „pożyczenie sobie” owych inwencji. Taki ktoś, bowiem uważany jest za przeciwnika, którego należy wyeliminować, utrudnić mu życie. Nie jest ważne dobro wspólne. Miejsce dialogu zajął monolog. Ważne jest własne ja.
Inną grupą są aktywni mieszkańcy, którzy próbują być niezależni od władzy i działać bez jej specjalnego patronatu. Szukają normalności dla siebie i innych. Mają nieco inne, szersze spojrzenie na życie lokalnej wspólnoty. Dla nich brak zazwyczaj funduszy, czasu, miejsca, zaproszeń, wsparcia etc. Zmuszeni są realizować swoje pasje gdzie indziej lub w dziwnym klimacie. Pomimo to, nie zniechęcają się i działają. Dla innych zaś często są różnego rodzaju dobre gesty władzy, są pieniądze, zlecenia. Władza nie robi się im pod górkę, pamięta o nich.
Sołtysi i samorządowcy pragnący czasem samodzielnie myśleć i działać, to kolejna grupa, która nie może zwykle liczyć na przychylność kolegów i koleżanek z samorządu. Hołduje się zazwyczaj zasadzie, iż władza wszystko wie najlepiej. Jeśli nie jesteś z nami, to jesteś przeciwko nam. Wypadasz z gry. Większość narzuca swą wolę mniejszości. Jak się jest „swoim”, ma się otwarte drzwi gabinetów władzy. Inni muszą żebrać.
Małym zainteresowaniem samorządowców cieszą się mieszkańcy peryferyjnych i niewielkich miejscowości. Tam jest zbyt mało głosów wyborczych, można więc ich nieco pomijać w kierowaniu życiem wspólnoty samorządowej. Kosztem tych mniejszych, uwagę zaś, skupia się na dużych miejscowościach.
To nie wytwór wyobraźni, złośliwość czy demagogia, ale fakty, z którymi się nie dyskutuje. Przyjrzyjmy się bliżej życiu rady gminy, realizacji zadań własnych, czy statystyce. Spróbujmy też zaangażować się w życie społeczności lokalnych, ale bez mecenatu władzy. Mecenat zaś, nie jest bezinteresowny.
Czy jest szansa na zmiany? Raczej wątpliwe. Samorządowcy praktycznie nie ponoszą odpowiedzialności za swoje decyzje i postawy. Ewentualnie można liczyć na ich etykę i moralność, pod warunkiem iż nią żyją. A tak sielanka, wzajemna adoracja i realizacja własnego ego.

