Wakacyjne wędrówki nasuwają refleksje także w sferze ducha. Przytoczmy chociażby taki oto fakt.
Niedziela godz. 18. Trzeba coś i dla ducha. Wybieramy się na niedzielną Eucharystię do jednego z największych gdyńskich kościołów. Wita nas piękna świątynia NSPJ wtopiona w krajobraz miasta. Robi wrażenie. Wchodzimy do jej wnętrza. Zaskoczenie. Zastajemy tam jedynie kilka osób. Czyżby jakaś pomyłka? Chyba nie? Na świątyni widnieje przecież informacja, iż w niedziele o tej godzinie jest Msza św. W ciszy i zadumie zajmujemy miejsce i czekamy kilka minut do wyznaczonego czasu. Powoli wchodzą pojedyncze osoby, jest nas więcej, w tym i turystów. Na Eucharystii jest nas łącznie być może 80-90 osób, co w zderzeniu z architekturą świątyni, czasem i miejscem, nie napawa optymizmem. Więcej ławek niż wiernych, którzy tu są jak niby rodzinki w cieście. To skutek pewnych procesów. Gdzie tkwi przyczyna? Co czyni się, aby temu zapobiec? Oby ten trend nie dotarł do nas. Raczej już nikt chyba nie jest w stanie zatrzymać tej machiny. Chyba że, Opatrzność Boża. Smutne…

