„Do szkoły chodzimy prosto przez cmentarz, wszędzie droga wolna, ani słupów ceglanych, ani płotu. Zachodzimy często na grób mojego dawnego gospodarza Kostka Kamińskiego, u którego kiedyś nauczyłem się fachu, czyli pasienia krów i orania. Za młodo zmarł, za wcześnie, żeby nie ta noga… Boże daj mu niebo za jego dobroć. Zachodzę także na grób matki mojej koleżanki Wandy Bałdygówny oraz nieznanej mi matki małej j Ali Renkiewicz. Ci jeszcze młodzi rodzice swoich dzieci powinni żyć i cieszyć się wolnością i dorastającymi dziećmi. To wszystko przez tę przeklętą wojnę, tyle zgonów, tyle sierot, kalek…” cyt. Henryk Dąbrowski „Drogami Kurpiowszczyzny” s. 313, Rozogi 1997

