Konstytucja Rzeczypospolitej Polskiej w Art. 54 tak mówi o wolność słowa:
- Każdemu zapewnia się wolność wyrażania swoich poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji.
- Cenzura prewencyjna środków społecznego przekazu oraz koncesjonowanie prasy są zakazane. Ustawa może wprowadzić obowiązek uprzedniego uzyskania koncesji na prowadzenie stacji radiowej lub telewizyjnej.
Tyle Konstytucja. A jak to się ma w życiu? Wolność słowa to tylko sen, frazes, bajka pod publikę. Patrząc realnie na życie, powszechną wolnością słowa nikt nie jest zainteresowany. Wolność słowa bowiem stanowi ze swej istoty swoisty szlaban dla władzy, która w myśl powiedzenia demoralizuje każdego. A ponieważ władza absolutna demoralizuje w sposób absolutny, każdy rząd w ten czy inny sposób dąży do reglamentacji wolności słowa.Chce założyć przysłowiowy knebel na usta, każdemu, kto nie wielbi władzy. Można to poniekąd zrozumieć, ale są też pewne granice ludzkiej przyzwoitości.
W każdej, dosłownie każdej wizji naszego kraju, podanej do publicznego wierzenia media, szczególnie „media publiczne”, pozostają na smyczy władzy. Władzy, tej na górze i tej na samym dole. Tłumienie obiektywnej informacji obecnie nie odbywa się jak dawniej za sprawą siły, ale coraz częściej dzieje się ono na zasadzie „publikujcie, publikujcie, ale nie zdziwcie się, jeśli czepi się was kontrola skarbowa”, co określane jest mianem „systemu haków”. Dotyczy to także mediów niszowych. Działa tu zasada „kto nie jest z nami, jest przeciw nam”. Cel uświęca więc środki. Cena tu nie gra roli. Ważne, aby panować nad wolnością mediów i słowa. Kto wątpi, zachęcam do podjęcia autonomicznej próby wyrażenia poglądu sprzecznego z linią władzy. Lud ma wiedzieć tyle i to, co i ile władza chce. Władza zrobi wiele, aby nie patrzono jej na ręce. Smutne….
Wolność słowa wymaga wreszcie nie tylko oratorów, ale i słuchaczy. A słuchaczy coraz częściej brakuje, a to z powodu natłoku ogromu dostępnych informacji.Znalezienie tej prawdziwej i rzetelnej staje się więc niezwykłą sztuką.

