Gazeta Codzienna, nr 56 (28 lutego 1859) w korespondencji z powiatu ostrołęckiego w lutym 1859 r. donosi o niezwykle ważnym wydarzeniu w dziejach naszych kurpiowskich ojców. Aczkolwiek wiele chciałoby on nim zapomnieć. Fakt jest faktem i nie da się go zmienić.
Od wieków nasi przodkowie wyprawiając swych synów w świat, mieli zwyczaj dawać krzyżyk, to jest błogosławieństwo rodzicielskie j Boga na drogę. Otóż i my wierni naśladowcy zwyczaju przodków naszych, tym naszym improwizowanym duchowym dzieciom, postanowiliśmy udzielać dwa krzyżyki, aby tem godłem wiary przekonać czytelników o dobrych zawsze chęciach naszych i wiernej służbie.
Kurpie przybywając do Meszczeńca, który już z polska nazywano Myszeńcem, chętniej pili wódkę, piwo i miód w przedzielonej parkanem od misji osadzie z Mattuny, niż w Myszeńcu. Wprawdzie i ta osada nie i była kurpiowską; założyli ją rusini Marcinowie powszechnie Martunami zwani, ale właśnie Kurpiom – była lubą, bo przez przybyszów im podobnych założona, a co najwięcej, że taniej tu niż w Myszyńcu – sprzedawano napoje. Jednakże jezuici, potrafili i temu uporowi Kurpiów zaradzić. Gdy bowiem nastał 3 dzień uroczysty z wielkim odpustem, i lud licznie się zebrał do kościoła na nabożeństwo, wówczas jezuita c misjonarz wstąpiwszy na ambonę, wytknął Kurpiom ten upór ich wpływający na szczupłość dochodów misjonarzy i oświadczywszy im, że doznając nienawiści ludu, muszą tę ukochaną ziemię opuścić, zeszedł z ambony i w towarzystwie swoich współbraci, za przewodnictwem krzyża procesjonalnie niesione i go, wyruszył z powagą za granicę Myszeńca. Kurpie z początku nie wierzyli słowom jezuitów i z ciekawością przypatrywali się ich procesji lecz gdy ci bez powrotu szli dalej i dalej za Myszeniec, wówczas objął wszystkich żal po tych misjonarzach i nie długo namyślając się, puścili się za niemi w pogoń ! i dopędziwszy ich, do nóg im upadli, błagając, aby powrócili do Myszeńca. Jezuici spodziewając się takiej pokory ludu, wrócili do swego mieszkania i kościoła z lepszą otuchą, bo i rzeczywiście odtąd Kurpie nabywali napoje z karczm jezuickich i tym sposobem przyczynili się do znacznego wpływu dochodów klasztornych. I cóż dziwnego, że Kurpie potem długo słynęli z pijaństwa, nim obecnie wstrzemięźliwość nie odjęła im, bodaj na zawsze, tę brudną sławę!








