Nasze potrzeby – normalność

      Możliwość komentowania Nasze potrzeby – normalność została wyłączona

„Normalność” –  słownik języka polskiego definiuje normalność jako „życie toczące się według ustalonych, znanych praw i zwyczajów”. Jak się okazuje jest to definicja bardzo szeroka i jest to pewnego rodzaju pojęcie względne, gdyż dla każdego „normalne” może być co innego. Zatrzymajmy się jedynie na drobnych przykładach z życia.

Krzysztof Bulak

W polskiej przestrzeni publicznej jest to termin zastępczy na to co robi większość. Weźmy przykładowo art. 30 Konstytucji RP: „Wszyscy są wobec prawa równi. Wszyscy mają prawo do równego traktowania przez władze publiczne…”. Czy to normalne, iż jedni są równi inni równiejsi? Jak ma się tu stwierdzenie funkcjonariusza publicznego z orłem na piersiach, który łamiąc prawo mówi do obywatela „I co mi zrobisz…?”. Urzędnik, samorządowiec, poseł  praktycznie nie ponosi żadnej odpowiedzialności, a standardowy Kowalski, już tak. Wielu z nas jest kierowcami i wie jak organy porządkowe czyhają na nas na każdym kroku. W imię prawa urzędnik można zniszczyć każdego kogo zechce. A teoretycznie urząd ma być dla obywatela.

Dla jednych są dwie płcie, dla innych jest ich nieco więcej. Jeśli powiesz że on się myli to siejesz mowę nienawiści i paragraf już stoi w gotowości, aby cię wbić w ziemię. Kiedy w rodzinie dzieci są zastępowane zwierzętami, to też jest normalnie? Dla jednych tak, dla innych nie. Sytuacja, kiedy trzypokoleniowa rodzina w wiejskim siedlisku dziadków i weekend pełen zwykłych czynności. Koszenie trawy, wspólne szykowanie obiadu, wnuczki na kolanach dziadków, spacer, pogawędki z rodzicami przy kolacji, wydaje się być piękną normalnością. Czyżby?

Znane jest powiedzenie, że cały świat rządzi się pieniądzem i z jego powodu ludzie robią wiele zła. Mamona jest bożkiem, rządzi światem. To dla niej robimy wiele zła. Dane słowo nie ma już wielkiego znaczenia, dla krótkowzrocznego zysku jesteśmy zrobić wiele.Dla zysku zawiera się różnego rodzaju sojusze. Gubi się wartości, zasady, reguły, co więcej kopie się nawet leżącego, Zatraca się granice między dobrem a złem, wszystko staje się względne. Trzeba pamiętać słowa Pana Jezusa: „Oddajcie cesarzowi, co należy do cesarza, a Bogu, to, co należy do Boga” (Mt 22,21). Nie mieszajmy tej zasady.

Jako państwo zniknęliśmy na długie 123 lata z mapy świata i Europy. Powrót na nią  kosztował nas niewyobrażalną cenę. A dziś sami wiele robimy, aby historia powtórzyła się. „Przybysze” mają większe poszanowanie i prawa niż my Polacy. Nam każe się pracować, płacić podatki, aby dawać „gościom”. Co prawda „Gość w dom, Bóg w domu”, ale gość nigdy nie może być ponad gospodarza. Zatraciliśmy etos nauczyciela i edukacji. Nie wpajamy młodemu pokoleniu lokalnego patriotyzmu, a zarazem i tego do Ojczyzny. Wpierw jesteśmy Polakami, a potem członkami UE, nie odwrotnie.

To tylko tak kilka słów sygnalizacyjnie. Co zatem zrobić, aby to zmienić? Obudzić się i brać sprawy w swoje ręce. Myślę, iż punktem wyjścia są dwa przykazania miłości: BOGA i BLIŹNIEGO. Bez solidnego fundamentu żaden dom nie ustoi, chyba iż normalnością jest budowanie zamków na piasku. Ale na tego rodzaju plażową zabawę musimy jeszcze chwilę poczekać. Póki co róbmy wszystko co w naszej mocy, aby nasze życie toczyło się według zdrowych, sprawdzonych i powszechnie przyjętych w cywilizowanym społeczeństwie zasad.

 

 

Download PDF