Poniżej fragment z książki Czesława Parzycha – rodaka z Durlas, „Z odległości lat. Wieś Durlasy we wspomnieniach” przytaczający jeden z dąbrowskich cudów:
...Dwie ciocie, siostry taty: Jasia – zawsze dobrotliwa, serdeczna, przyjazna, przejęła po babci Władzi, swej matce, znajomość ziół i sposoby ich stosowania oraz Wiktoria (Wikcia) – moja matka chrzestna, niewysokiego wzrostu, szczuplutka, filigranowa, ciągle w ruchu, mająca coś do zrobienia, do pilnowania, załatwienia. Jej oczy zawsze były pogodne, z wyrozumiałością patrzące na świat, na toczące się życie i na nasze dziecięce psoty i dokazywania. Była osobą wprost anielskiej cierpliwości i dobroci, wnosiła w nasze rodzinne życie wiele światła i ciepła. Jej głęboka, żarliwa wiara w latach jej młodości stała się cudownym ratunkiem od niechybnej śmierci. Po ciężkiej i skomplikowanej oraz kosztownej operacji na głowę, przeprowadzonej w warszawskim szpitalu, jej życiu nadal zagrażało realne niebezpieczeństwo i właściwie dalszego ratunku praktycznie nie było, a ból potęgował się. Wówczas swe życie i cierpienie zawierzyła Matce Boskiej Dąbrowskiej (słynącej cudami na terenie całej Kurpiowszczyzny). Jej prośby zostały pewnego dnia wysłuchane. Podczas głębokiego snu, w jaki zapadła po żarliwej modlitwie, miała dziwne spotkanie… A gdy po kilku godzinach się przebudziła, nie czuła już ani bólu, ani cierpienia. Była rześka, wypoczęta, pełna radości życia. Choroba w cudowny i nagły sposób zakończyła się, a ciocia w zdrowiu dożyła 93 lat. Spoczęła ze swą mamą, Władysławą, i siostrą Jasią (też dożyła 93 lat) na ostrołęckim cmentarzu parafialnym. … s. 115

