Maria Weronika Kmoch opublikowała ostatnio na swoim blogu kurpiankawwielkimmiescie.pl wpis zatytułowany „MAŁA OJCZYZNA: Objawienia i kult maryjny na Kurpiach. Cz. 2: Dąbrówka (Puszcza Zielona)”. Osobiście większość wpisu jest mi bardzo dobrze znana, z racji iż o tym wszystkim wielokrotnie pisałem na eDąbrówka, w publikowanych pracach lub zamieściłem w książce „Wieś i Parafia Dąbrówka. Nasze dziedzictwo…”.
Poniżej ważne wycinki z tegoż wpisu, które dotychczas nie zostały wykorzystane przez moją osobę w dokumentowaniu objawień maryjnych w Dąbrówce, a które warto powielić:
Wspomniana już M. Szymczyk powiedziała w 2004 r.: Mieszkam pod Szczytnem, ale co roku przyjeżdżam do Dąbrówki, by dać na mszę za zdrowie całej rodziny. Moja mama też tak robiła i chyba czuwa nad nami Przenajświętsza, bo omijają nas poważne choroby. Jadwiga Jurga z Brzozówki opowiadała: Jeszcze małą dziewczynką byłam, kiedy z mamą przychodziłam do kościoła w Dąbrówce i na kolanach obchodziłam ołtarz z obrazem (…). Rodzice opowiadali o ludziach, którzy odzyskiwali wzrok, o takich co odrzucali kule. A potem i ja zabrałam tu swojego dwuletniego syna na odpust na św. Annę. Chorował na padaczkę i też na kolankach szedł dookoła obrazu. Dziś ma ponad czterdzieści lat i wierzyć nie wierzyć, ale od tego czasu ani razu nie miał już ataku.
W 2004 r. Irena Mrozek ze Szkwy podała podobną opowieść: Opowiadali mi jeszcze starsi ode mnie ludzie, że podczas wojny, kiedy we wsi stały wojska, do kościoła wszedł Niemiec (…). Chciał rozebrać drewniany kościół, tak jak porozbierali wszystko na bunkry w Szkwie. Wszedł gdzieś wysoko, spadł i się zabił. I drugą historię, że Niemcy wystrzelili kulę, która leciała prosto na ołtarz. Ale po drodze stała sosna i tak się zakołysała, że kula trafiła w nią, a kościół pozostał nietknięty.

