Bieżeńcy to po rosyjsku uchodźcy, których władze carskie, wypędzały w głąb Rosji wraz z wycofującym wojskiem. Byli oni rozwożeni po całej Rosji, gdzie we wsiach gdzieś na Syberii czy nad Donem z trudem budowali nowe życie. Kiedy wybucha rewolucja, niszcząc pozostałe filary „odwiecznego porządku”: carską władzę i religię – bieżeńcy znowu ruszają w drogę, teraz w drugą stronę, do odrodzonego Państwa Polskiego. Powrót przynosi kolejne „końce świata”.
Latem 1915 roku wraz z wycofującą się armią rosyjską szerzyła się pogłoska „Niemiec będzie babom cycki obcinał”. Spod Lublina, Chełma, Łomży, Ostrołęki, a nawet Warszawy obładowane wozy ruszają w głąb Rosji. Z guberni łomżyńskiej oficjalnie zanotowano blisko 80 tys. uchodźców. Z terenu Polski wyjechać mogły ponad dwa miliony osób. Uchodźcy wędrują w skwarze, bez wody i jedzenia. Niemieckie samoloty bombardują wojsko, nie szczędząc uciekinierów. Przy drogach zostają mogiły, część ciał leży niepogrzebana. Wybuchają epidemie. Masowo umierają dzieci.
Władysław Glinka mieszkaniec Suska Starego działacz społeczny i polityczny, tak w 1915 roku notował w pamiętniku: „Kurpie od roku mieli styczność z bojami, wiele wsi bywało „pod Niemcem” po kilka razy od początku wojny, i byliby siedzib swoich, nawet spalonych, nie opuszczali, lecz rosyjskie wojska wypędzały ich, Kozacy bili nielitościwie nahajkami, tak że bardzo mało komu udało się na ziemi swej pozostać”.
O bieżeństwie milczą podręczniki. Milczy regionalna historia. Jedną z rodzin uchodzących do Rosji w tym czasie, była rodzina państwa Kozłowskich z Dąbrówki. Do dziś dnia jej potomkowie są w posiadaniu aktu zgonu swego przodka, aktu który sporządzony został w Rosji i po rosyjsku. Inną rodziną, która uchodziła w tym czasie i wróciła, była rodzina Olbrysiów z Przeczniaku /Gąski/. Ciekawe i cenne historie które winniśmy ocalić od zapomnienia. Wielu z nas jest teraz, bo oni wówczas wrócili.
Na podstawie: Aneta Prymaka-Onisz „Bieżeństwo 1915”.

