Jedną ze znanych sentencji łacińskich jest zdanie „Vox populi, vox Dei – głos ludu (to) głos Boga”. To popularna myśl wyjęta z „Listu do Karola Wielkiego” /rok 800/ napisanego przez anglosaskiego mnicha, teologa i filozofa Alkuina.
Zgodnie z nią jednomyślna zgoda ludu /ogółu/, była znakiem bożej woli. Praktyka ta, pojawiała się we wczesnym chrześcijaństwie przy wyborze biskupów i papieży, a także przy kanonizacji. Obrazem jej jest chociażby pragnienie wyrażone przez wiernych w czasie pogrzebu Ojca Świętego Jana Pawła II – „Santo Subito! Natychmiast Święty”.
Przekładając ją na grunt prawno-społeczny, to większość obywateli decyduje o sprawach podstawowych dla państwa i głos ludu brany jest pod uwagę w procesie tworzenia rozwiązań prawnych. Można rzec, iż to podwaliny systemu demokracji. Ułomnego, jak wszystkie systemy polityczne, ustrojowe. W istocie bowiem często bywa, że głos ludu, to głos niechciany – pomijając kwestie wyborów. Począwszy od czasów rzymskich, a jeszcze wcześniej w greckich, tworzenie systemów prawnych oficjalnie odbywało się wedle głosu ludu, by w istocie służyć często wąskim grupom ówczesnej arystokracji czyli władzy.
A jak obecnie wygląda praktyczna realizacja owej zasady…?

