„Muzyka łagodzi obyczaje”

      Możliwość komentowania „Muzyka łagodzi obyczaje” została wyłączona

O tych słowach Sokratesa dobrze wiedzieli nasi przodkowie. Muzyka i śpiew towarzyszyły im nieustannie, przy modlitwie, pracy, odpoczynku. Toteż, w artykule Henryka Syski noszącego tytuł „Adama Chętnika instrumenty muzyczne” /Komunikaty Mazursko-Warmińskie nr 4, 1984/ odnajdujemy taki zapis:

„…Przygodnych graczy na tym instrumencie miewała zwykle każda liczniejsza wieś puszczańska. Zapamiętale obracali smykiem po strunach na każde zawołanie, spełniali bez ociągań każdą prośbę dzieci i młodzieży, obecni przy jesiennym darciu pierza, zbiorowym szatkowaniu kapusty, nie przepuszczali chrzcin i innych obrzędów rodzinnych. Oczywiście bezinteresownie, na zasadzie przysługi sąsiedzkiej. Najwierniej odbierali stare melodie, dorzucali do nich coś od siebie. Wielu z nich było prawdziwymi sztukmistrzami w tym umiłowaniu, jak Łukasz Serafin ze wsi Baliki, Paweł Bacławski z Lelisa, lub Kisiel ze Zbójny. Na szczególne wyróżnienie zasługuje Śmigiel z Łysych. To już nie tylko według miejscowego wymiaru wirtuoz, ale i kompozytor co się zowie. „Grał on pięknie —wesoło albo smutno i rzewnie, „całkiem do płacu”, grał i przyśpiewywał razem. Wykonywał też własny utwór, zaczynający się od słów: „a moja jełochn agdzie mi się podziała”, szukał wtedy „jełochny”, a skrzypcami wygrywał jej beczenie, płacz szukającej, „jełochny” dziewuchy, potem jak krowa ryczała, potem bek radosny, a wreszcie gdy ją odnalazł, grał wesoło i skakał razem…”.

Instrument dźwiękowy zapewniał więc spójność gromady, dodawał powagi, umilał czas, pozwalał na rozwój osobowości. O naszych muzykantach być może wkrótce.

Download PDF