
W ostatnim czasie przestrzeń publiczna wypełnia się słowami polityków o podatku katastralnym. W tym kontekście warto zapoznać się, dla poszerzenia nieco horyzontów, z fragmentem przygotowywanej przez Pawła Niedbałę publikacji Pigułka Ekonomii i Ekonomiki. Aoutr na str 169-171 pisze:
Podatek katastralny
„Genialnym” posunięciem, którego – Moi Drodzy! — możemy się spodziewać w niedługim czasie (oczywiście bardzo „dla nas” korzystnym…) ma być podatek katastralny. Miałby on być pobierany od wartości rynkowej majątków; a więc gruntów, domów, mieszkań, etc. To byłby dosłownie haracz od własności. Najbardziej niesprawiedliwe w nim jest to, że wysokość jego naliczania ma być niezależna od wysokości zarobków. Każdy więc, kto ma spory majątek, np. dom z działką, mieszkanie w dobrym punkcie miasta, czy ileś hektarów ziemi, ten dużo będzie musiał zapłacić, niezależnie od tego, czy będzie go na to stać, czy nie. Nie trudno się domyśleć, co to by oznaczało dla ogromnej ilości Polaków. A kwestia może dotyczyć wielu milionów gospodarstw domowych.
Szacować wartość tych majątków, a tym samym i ustalać wysokość tego haraczu, mają ustaleni z urzędu rzeczoznawcy. Aktualnie jest ich przeszkolonych przeszło trzy tysiące. „Zgodnie z prawem” wysokość tych naliczeń będzie zależeć przede wszystkim od ich widzimisię — i, nie miejmy także złudzeń, od łapówek. Jeśli dopuścimy, że ten haracz zostanie ustanowiony, to najmocniej on uderzy w najbiedniejszych i najsłabszych, czyniąc z wielu milionów Polaków prawdziwych nędzarzy. Wyobraźmy sobie sytuację, że jakiś samotny rencista, lub osoba mało zarabiająca, ma dom w mieście, dużo wart głównie ze względu na lokalizację. Wtedy dochodów może zabraknąć nawet na samo opłacenie katastru. Tak więc płacąc ten podatek, ci biedniejsi mają i muszą się stać jeszcze biedniejszymi. A przede wszystkim liczba takowych jeszcze znacznie by się zwiększyła.
Nade wszystko jednak, ten podatek-haracz ma za cel pozbawić ziemi jej właścicieli. Jeden z ministerialnych ekspertów od rolnictwa tak się wypowiedział o tych zamiarach: „Choć zdaję sobie sprawę z odrębności nieruchomościowej ziemi rolnej, uważam, że jeżeli jej posiadacza nie będzie stać na zapłacenie podatku katastralnego powinien się jej pozbyć. W ten sposób następowałaby – jak mówi — naturalna zmiana struktury własności.” Słusznie więc podatek katastralny nazywany jest podatkiem wywłaszczeniowym. Uderza on w rodowców, a służy koczownikom. Oznacza on atak w rodziny i ich przywiązanie do ojcowizn i swych domostw, często przekazywanych przez całe pokolenia, na rzecz wyobcowanych społecznie osobników.
Inny z tzw. ekspertów rządowych powiedział przed kilku laty (tu cytat): „Jestem zwolennikiem wprowadzenia w Polsce podatku od nieruchomości, katastralnego, przed którym uciec się nie da” (wyróżnienie moje). Tak, tego podatku, jeśliby został narzucony, w żaden sposób nie da się uniknąć. Tu nie da się nic wpisać w koszty, ani też obniżyć podstawy opodatkowania. Urzędnik wyliczy wartość majątku „hipoteczną” (wartość z dnia wyceny), choć za kilka miesięcy ta wartość może spaść. Wtedy wiele osób uboższych, uciekając przed zlicytowaniem, będzie się starała sprzedać nieruchomość, lub tylko jej część. Jednak duża podaż powoduje taniość, a wtenczas ich majątki będą mniej warte od wyceny urzędniczej. Zaś podatek trzeba będzie płacić naliczony od kwoty wyceny.
Prace nad tym podatkiem toczyły się od wielu lat w Głównym Urzędzie Geodezji i Kartografii i przypuszczalnie już zostały zakończone. Został tam utworzony Zespół do Spraw Rządowego Programu Rozwoju Zintegrowanego Systemu Informacji o Nieruchomościach. Zajmuje się on: systemem ksiąg wieczystych, systemem gruntów i budynków, oraz systemem podatkowym.
Już w styczniu 2010 r w obrębie tego zespołu powołano podzespoły. Jeden z nich zajmował się sprawą opodatkowania nieruchomości. Od tego czasu trwają intensywne pomiary gruntów i przeznaczane są na to znaczne kwoty. Na dziś dzień zapewne wszystko już jest pomierzone. Wolno chyba wysnuć przypuszczenie, że i w innych instytucjach państwowych powstały w tym samym celu różne „zespoły” i „podzespoły”.
Po zrabowaniu i zniszczeniu polskiego przemysłu, grabią już nasze złoża surowcowe. Nęcą ich też polskie lasy. A teraz jeszcze wyciągają łapy po osobiste majątki Polaków. Dopóki ziemia należy do Polaków, dopóty jesteśmy niezależni, wolni… w pewnym sensie niepodlegli! A to ich bardzo boli.
Święty Tomasz z Akwinu pisze, że największa niesprawiedliwość występuje wówczas, gdy władza okrada własnych obywateli. A to właśnie się dzieje. Jakże smutno w tej chwili jest pomyśleć, że sami tę władzę wybieramy.
Decyzja w sprawie katastru już dawno zapadła. Pozostała tylko kwestia odpowiedniego propaganowego przygotowania społeczeństwa, tak, by przełknęło tego tasiemca. I takiego uzasadnienia poszukają, byśmy tę kolejną pętlę sami sobie założyli — i to jeszcze z poczuciem dobrze spełnionego obywatelskiego obowiązku. Myślę, iż wypadałoby — choć raz! — być mądrym przed szkodą.


