Rok ten rozpoczynał się adwentem. W narzeczu kurpiowskim „jegziant” był czasem oczekiwania na przyjście Pana Jezusa. Wraz z ciszą zapadającej w sen zimowy przyrody spływała na wioski powaga i spokój. Milkły śpiewy, cichły tony harmonii, kończyły się wesela, zabawy i „tońce”. Tylko od stodół szedł miarowy odgłos cepów młócących zboże, a chałupy wypełniał szmer „kółek”, na których kobiety snuły przędzę. W niedzielę, a często i w dni powszednie, ludzie śpieszyli na roraty. Płonąca w czasie Mszy woskowa świeca, ozdoobiona białą wstążką, , była symbole Matki Bożej, niosącej ludziom „Światłość nieustajacą”. Rozświetlała ona zimne i ciemne dni grudniowe, pocieszała serca strwożone grozą sądu ostatecznego., jakie zapowiadały adwentowe Ewangelie i kazania księży. Ludzie gromadnie szli do spowiedzi, aby oczyścić dusze na Narodzenie Pańskie. My również staraliśmy się bywać na roratach i przystępować do sakramentu pokuty i Komunii św.. – ks. Stanisław Tworkowski, Krzyż Dowbora, Kraków 1986, s. 129.
Adwent na Kurpiach
Możliwość komentowania Adwent na Kurpiach została wyłączona

