Rozpoczął się nowy etap w dziejach lokalnego życia samorządowego, urząd gminy wszczął działania polegające na żądaniu opłat za udostępnienie informacji publicznej. Czy słusznie i w jakim celu to czyni?
Jeden z mieszkańców gminy Lelis wnioskował o udostępnienie danych związanych z nagrodami wójta dla osób wyróżniających się w działalności społecznej, kulturalnej, sportowej lub podejmujących inne formy aktywności obywatelskie zaspokające zbiorowe potrzeby społeczności lokalnej gminy Lelis. Jako pomysłodawca tej formy nagradzania mieszkańców również poznałbym chętnie te dane. Ważne jest to chociażby z tego względu,, iż niektóre wnioski w tym przedmiocie nie zostały uwzględnione przez wójta. Smaku sprawie dodaje fakt, iż są to osoby powszechnie znane i robiące naprawdę dużo dobrej roboty nie tylko dla naszej gminnej wspólnoty.
Jak wiemy działalność publiczna jest jawna, zwłaszcza kiedy dotyczy finansów. Obywatele mają prawo do uzyskiwania informacji o działalności organów władzy publicznej, co sprzyja przejrzystości i odpowiedzialności w administracji publicznej. Tyle teoria, a praktyka? Coraz więcej schodów, i to coraz bardziej wymyślne. Tak, aby zniechęcić mieszkańca, aby miał pod górkę. Tak to się dzieje kiedy nie ponosi się żadnej odpowiedzialności.
Nowy sposób na „jawność urzędu”, czyli żądanie opłaty za udostępnienie informacji publicznej. Nieważne czy jest to zgodne z prawem lub nie. Ważne, aby tej informacji nie udostępnić, bo i po co mieszkańcy mają wiedzieć, Mają bowiem wiedzieć tyle, ile ile uważa urząd. Po co ma ich boleć głowa. Jeżeli urząd zamierza pobrać opłatę (choćby w symbolicznej wysokości), powinien powiadomić wnioskodawcę o jej wysokości, przyczynach poboru oraz sposobie kalkulacji.
Wojewódzki Sąd Administracyjny w Białymstoku uchylił zaskarżony akt. Sąd zwrócił uwagę, że udostępnienie informacji publicznej pozostaje nieodpłatne. Wyjątek od zasady bezpłatnego dostępu do informacji publicznej dotyczy poniesienia przez podmiot zobowiązany dodatkowych kosztów i znajduje zastosowanie w dwóch przypadkach. Pierwszy z nich obejmuje koszty związane ze wskazanym we wniosku sposobem udostępnienia informacji, innym niż jedna z form określonych w art. 12 ust. 2 pkt 2 ustawy o dostępie do informacji publicznej, zaś drugi wiąże się z koniecznością przekształcenia informacji w formę wskazaną we wniosku. Muszą to być koszty dodatkowe, a więc koszty ustalane każdorazowo przy realizacji danego wniosku, wykraczające poza normalne koszty funkcjonowania danego podmiotu.
Urząd Gminy w Lelisie podał jedynie, iż koszty przygotowania informacji to jedna dniówka pracownika na stanowisku inspektora i wynosi 1 dzień pracy w wymiarze 8 godzin. Wynagrodzenie pracownika wynosi 50,25 zł za godzinę pracy, co daje 402 zł za dniówkę. Czy w ten sposób ustaloną opłatę można poddać kontroli? Raczej nie, bo w piśmie do wnioskodawcy urząd nie zawarł żadnej dodatkowej argumentacji, która uzasadniałaby jego stanowisko co do konieczności poniesienia takich kosztów. Obowiązkiem podmiotu, który chce zrekompensować sobie koszty udzielenia odpowiedzi wnioskodawcy, jest bowiem w pierwszej kolejności rozważenie, czy informacja może być udostępniona nieodpłatnie (art. 13 ust. 2 i art. 14 ust. 2 u.d.i.p.). A więc np. przez ewentualną zmianę formy udostępnienia informacji, a następnie poinformowanie o tym wnioskodawcy. W przeciwnym wypadku doszłoby do sytuacji, że decyzja o zmonetyzowaniu informacji należałaby arbitralnie do zobowiązanego podmiotu.
Ponadto, urząd nie wskazał w jaki sposób ustalono ilość godzin potrzebnych do przygotowania wnioskowanej informacji. Nie zawierając żadnego uzasadnienia w tym względzie, równie dobrze urząd mógłby przyjąć np. 100 godzin. Jednocześnie, koszty osobowe (koszty pracy) mogą być traktowane jako dodatkowe koszty w rozumieniu art. 15 ust. 1 u.d.i.p., pod warunkiem, że podmiot wykaże potrzebę zatrudnienia dodatkowej osoby do udzielenia informacji lub zapłacenia za nadgodziny pracownikowi. Ważne jest także, by podać sposób wyliczenia opłaty oraz wykazać, że jej wysokość odpowiada rzeczywiście poniesionym kosztom. – zob. Wyrok WSA w Białymstoku z 11 lipca 2024 r., sygn. akt II SA/Bk 331/24.
Czyż wyroki sądowe nie są lekturą obowiązkową lokalnej administracji samorządowej? Jaki zatem może być ukryty cel rozpoczęcia takich praktyk przez Urząd Gminy Lelis? Poszukajmy odpowiedzi w odwrotny sposób, mianowicie czemu nie służy tego rodzaju postawa urzędu? Kilka przykładów:
- prawidłowej realizacji ducha ustawy o dostępie do informacji publicznej,
- budowy przejrzystości działania urzędu,
- budowaniu społeczeństwa obywatelskiego,
- tworzeniu zaufania mieszkańca do urzędu,
- angażowaniu się mieszkańców w życie wspólnoty lokalnej
Warto też zwrócić uwagę, iż pismo urzędu kierowane do mieszkańca nie ma numeru kancelaryjnego, czyli nigdzie nie figuruje w urzędniczej dokumentacji. A powinno .Tu również kłaniają się stosowne zapisy rozporządzenia z dnia 18 stycznia 2011 r. No tak, prawo jest dla „maluczkich”….

