Okiem mieszkańca – sekretarka jako panaceum urzędu

      Możliwość komentowania Okiem mieszkańca – sekretarka jako panaceum urzędu została wyłączona

Kilka słów o tym jak urząd gminy Lelis szuka dziwnych rozwiązań na niewygodne sytuacje. Kilka dni temu w ramach dostępu do informacji publicznej złożyłem do UG Lelis następujący wniosek:

W oparciu o przepisy ustawy o dostępie do informacji publicznej, proszę o przekazanie wersji elektronicznej książki „Dzieje Lelisa i okolic- wydanie drugie uzupełnione Lelis 2025 autorstwa dr Jerzego Kijowskiego. Wersję elektroniczną proszę przesłać na adres email: powolanie1969@wp.pl

Odpowiedź urzędu brzmi:

W odpowiedzi na maila z dnia 2 marca 2026 r. w sprawie książki Dzieje Lelisa i okolic wydanie drugie uzupełnione 2025 autorstwa dr Jerzego Kijowskiego informuję, że książka oraz jej treść nie stanowi informacji publiczną w rozumieniu art. 1 ust. 1 oraz art. 6 ustawy z dnia 6 września 2001 r. o dostępie do informacji publicznej (dalej: „u.d.i.p.”). Jeżeli organ uzna, że książka nie jest informacją publiczną (np. nie dotyczy spraw publicznych, nie zawiera danych publicznych ani dokumentów urzędowych), nie stosuje trybu decyzji administracyjnej przewidzianego w art. 16 u.d.i.p.

I tu interesujący szczegół. Pod odpowiedzią podpisuje się sekretarka urzędu, a nie wójt, zastępca wójta, sekretarz, czyli osoby powszechnie uznawane za decyzyjne i reprezentujące urząd na zewnątrz. Jak widać, w  gminie Lelis kompetencje te przejęła sekretarka. Tak to chyba należy rozumieć. Ciekawe jest jednak i to, że urząd mimo wniosku nie przedstawił dokumentu upoważniającego sekretarkę do tych czynności. Czy jakby co, to nie ja, to sekretarka?

Istotny jest tu spór czy książka wydana przez gminę (lub na jej zlecenie) stanowi informację publiczną i podlega udostępnieniu w trybie ustawy o dostępie do informacji publicznej, czy też nią nie jest. W oparciu o przepisy mieszkaniec twierdzi że TAK, urząd że NIE.  Argumentacja mieszkańca skupia się na faktach:, iż jest to:

  • Działalność publiczna: Wydawanie publikacji, szczególnie finansowane ze środków publicznych, jest przejawem działalności organów gminy.
  • Środki publiczne: Książka, na którą wydano pieniądze z budżetu gminy, jest dokumentem dotyczącym gospodarowania majątkiem publicznym.
  • Jawność: Dokumenty, które powstają w związku z wykonywaniem zadań publicznych, są co do zasady jawne.

Naczelny Sąd Administracyjny, w 2002 roku określił, że informacją publiczną nie muszą to być koniecznie informacje wytworzone przez te władze, ale również te będące w ich posiadaniu
wytworzone w związku z wykonywaniem zadań publicznych lub gospodarowania mieniem publicznym przez inne osoby i jednostki organizacyjne. są nimi bowiem informacje wytworzone przez władze publiczne oraz osoby pełniące funkcje publiczne oraz inne podmioty, które wykonują funkcje publiczne lub gospodarują mieniem publicznym (komunalnym lub Skarbu Państwa), jak również informacje odnoszące się do wspomnianych władz, osób i innych podmiotów, niezależnie od tego, przez kogo zostały wytworzone (wyrok NSA z dnia 30 października 2002 r., II SA 181/02)

Wiadomo pozycja mieszkańca jest słabsza wobec pozycji gminy. Gmina nie podaje żadnej argumentacji swego stanowiska. „Nie” i tyle. Jeżeli gmina odmawia udostępnienia takiej książki, powinna wydać decyzję odmowną, którą można zaskarżyć. Pod decyzją taką winien być chyba nie podpis sekretarki, ale jeśli ma ona takowe upoważnienie to i owszem. W tym przypadku decyzji odmownej brak. Tak stanowi prawa, a urząd winien poruszać się w granicach obowiązującego prawa.  Mieszkaniec wystąpił o wydanie stosownej decyzji z podpisem wójta. Czy ją otrzyma? Raczej NIE. Co więc w tej sytuacji? Prawnie pozostaje droga sądowa, ale w praktyce jest ona bezsensowna, długotrwała i nie wyciągająca konsekwencji wobec osób dopuszczających się dysfunkcyjności urzędu. Realnie za wszystko zapłaci podatnik, czyli my a nie urzędnik. Wielu z nas wie, jak sąd rozstrzyga. Nie do rzadkości należą dwa różne rozstrzygnięcia w identycznej materii. Sąd jest niezawisły i tak może, a petent ma drogę odwoławczą. Tylko kto ma to czas, ochotę, zdrowie, pieniądze. I tu wszystko zazwyczaj staje się jasne. Temida jest ślepa i ma opaskę na oczach. Błędny i bezsensowny zamknięty krąg, czyżby pewnego rodzaju „fikcja”? Na pomoc radnych też tu trudno liczyć.

Szacunek, logika, powaga wskazują, iż najwłaściwiej, najrozsądniej i najprościej w takiej sytuacji powinno być przekazanie przez urząd mieszkańcowi wnioskowanej książki lub też umieszczenie jej wersji elektronicznej w BIP-ie urzędu /o to wnioskował inny mieszkaniec/. Wówczas wszyscy mieliby do niej dostęp. Byłoby krótko, zwięźle, szybko i po sprawie. W czym więc tkwi prawdziwy problem? Czy postawa urzędu byłaby taka sama w przypadku innego autora wniosku o przekazanie książki lub jej wersji elektronicznej? Komu i czemu więc ma służyć tworzenie takich karkołomnych sytuacji? Czy takie działanie przystoi powadze urzędu? Dla przypomnienia, całkowity koszt 1 egz. książki to ok. 100 zł, a wersji elektronicznej – 0. zł. .- słownie: zero złotych!!!

Wnioski we własnym zakresie.

Download PDF