Od morza, aż po góry można dostrzec coraz więcej pustych ławek w świątyniach. Przyczyn tego zjawiska jest wiele i nie sposób zaradzić temu za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Przywiązanie Polaków do Kościoła Katolickiego wpisane jest w ich jestestwo. Wiarę jednak trzeba pielęgnować, podtrzymywać, nieustannie ożywiać i pogłębiać, trzeba iść za jej autentycznymi świadkami. Trzeba stawiać pytania i wciąż poszukiwać na nie odpowiedzi. Trzeba czynić uczynki, trzeba żyć tym, co się wyznaje. Trzeba realizować dwa przykazania miłości: Boga i bliźniego. I co z tego, że trzeba…
Jak zatem to czynić skoro obok nas coraz więcej wolnych miejsc w kościelnych ławkach? Jak zapełnić puste miejsca po tych, którzy odeszli, np na drugą stronę życia, po tych, którzy nie znaleźli swego miejsca w Kościele. Jak zachęcić wątpiących lub poszukujących, aby zasiedli w pustych kościelnych ławkach? Jak sprawić, aby spadła średnia wieku uczestniczących we Mszy św.?
Smutny jest obraz pustych świątyń. Aby nie być gołosłownym, przywołam wakacyjne obrazy z Gdyni, Zakopanego, Wiednia czy słynnych góralskich Krzeptówek. Tam też puste świątynie nie są wyjątkowym obrazem. Na innym biegunie obraz z dominikańskiej Kaplicy na Witówkach, czy z Krynicy Morskiej – świątyni na ulicy Teleexpresu. Tu w skromnym kościółku tłumy, duszpasterz – misjonarz porywa zgromadzonych prostą, szczerą, ale wymagającą nauką. Nie odrzuca nikogo, do każdego wyciąga kapłańską rękę. Dla każdego jest miejsce przy Eucharystycznym stole, nawet dla tych, którym ciężko w życiu. Przywołuje sceny ze swej misjonarskiej posługi. Posługi pełnej wiary, pokory i miłości do drugiego człowieka. Zgromadzeni na Eucharystii odwzajemniają się kapłanowi braterską miłością.
Można bagatelizować problem lub też mówić, iż go nie ma. Można dla doraźnych celów tak czynić, ale jakie będzie jutro w dłuższej perspektywie czasowej. Naturalizowani Polacy nie zasiądą w naszych kościelnych ławkach, oni pójdą do własnych świątyń. A my możemy stać się mniejszością we własnym kraju. Czy o to nam chodzi?

