Niektóre z miejscowości gminy Lelis posiadają plany odnowy. Swego czasu tworzono /czasem kopiowano/ owe plany zwłaszcza dla wymogów ubiegania się o środki zewnętrzne. Lepiej lub gorzej, mniej lub więcej, starano się o jutro określonych miejscowości. Patrzono w perspektywie szerszej i dłuższej. Praktyki tej ostatnio nie kontynuuje się. Działa się na zasadzie „tu i teraz”. Skutek. Jutro jednych miejscowości rysuje się pozytywnie, innych skazane jest na unicestwienie. Wioski bliżej miasta i siedziby gminy mają szanse na zachowanie swego bytu, te położone na innym obszarze, zmagają się z wizją wyludnienia. Co z tymi terenami będzie za 10-20 lat?
Starsze pokolenie odchodzi, a następcy nie wypełniają w pełni tworzącej się luki. Kto bowiem z młodego pokolenia zwiąże swoje życie z miejscem, gdzie brak łatwego dostępu do podstawowych dóbr cywilizacyjnych: edukacji, kultury, opieki medycznej, przedszkola, internetowej sieci szerokopasmowej, miejsc pracy, kanalizacji, wodociągu, oświetlenia, gazu, sklepu itp. Ci, którzy osiedlili się, w większości pozostaną, ale inni pójdą tam, gdzie owe dobra są na wyciągniecie ręki.
Jak temu zapobiec? Wydaje się, iż należy pilnie opracować i konsekwentnie realizować globalną strategię odnowy gminy. To zadanie tych, których wybraliśmy. Jednak oni nie są zobowiązani w żaden sposób instrukcjami wyborców. Podejmują decyzje samodzielnie i nie ponoszą za to żadnej odpowiedzialności. Pozostaje jedynie odpowiedzialność polityczna, ale ta dziwnym trafem w dniu wyborów, często gdzieś umyka. Pamiętajmy, nikt nie zmuszał ich do bycia radnymi, a i pobierane diety też zobowiązują / łącznie ok. 180 tys. rocznie/.
Ostatni okres czasu pokazał dobitnie owe braki i zagrożenia. Uwagi, wnioski mieszkańców trafiają zazwyczaj w próżnię. Nawet te, które też inni oceniają za cenne, istotne. Powód: brak funduszy, nie teraz, może później, niechaj inni to zrobią, itd. Zasada „my wiemy najlepiej” króluje w myśleniu i działaniu wybrańców społecznych.
Nie podejmuje się strategicznych decyzji, czego dowodem jest chociażby oświata. Jej problem istnieje i narasta od kilku lat, a decyzji brak. Radni niby dyskutują i nic praktycznie z tego nie wynika. Co niektórzy mieszkańcy ciągle żyją w stresie, gdzie kształcić swoje pociechy? Kto będzie niósł kaganek oświaty pośród nas? Ile tak można żyć? Co dalej?
Gdzie są tereny inwestycyjne, nowe miejsca pracy, plany zagospodarowania przestrzennego, strategie długofalowe? Ich brak powoduje, że cofamy się, pozostajemy w tyle, a w konsekwencji zatracamy nasz byt społeczny i kulturowy.
Rzadko utrzymuje się stałą więź z mieszkańcami. Służbowe laptopy radnych dla dobra lokalnej wspólnoty „grzeją” się głównie podczas sesji. Co z pozostałym czasem? Rzadko od radnych można uzyskać odpowiedź na pytanie zadane drogą elektroniczną. Do wyjątków należy strona lub konto w mediach społecznościowych prowadzone przez danego samorządowca. Pandemia trwa, a dostęp i wykorzystywanie cyfryzacji kuleje. Bez Internetu w codziennym życiu coraz trudniej.
Weźmy statystykę urodzeń. Najwięcej dzieci tam, gdzie jest inwestycja, rozwój, dostęp do podstawowych dóbr cywilizacyjnych. Co z innymi wioskami? Możemy zaoferować im świetlice, plac wiejski, skwer, ale kto z nich skorzysta, skoro zabraknie tam ludzi, gdyż wizja zgaszenia w nich światła jest tuż tuż.
Aby zadbać o nasze wspólne jutro wykorzystujmy też lokalne bogactwa naturalne, kulturalne i ludzkie. Wspierajmy i promujmy każdego, komu leży na sercu dobro wspólnoty gminnej. Poprawnie zatroszczmy się o to co już mamy. Nie niszczmy aktywności i pasji lokalnej ludności. Nawiązujmy merytoryczną i praktyczną współpracę z innymi samorządami oraz instytucjami rządowymi. Podwójmy skuteczność pozyskiwania środków zewnętrznych. Podglądajmy innych. Wymagajmy od samorządowców realnej troski o nasz byt. Wpierw postawmy na mieszkańców gminy, a potem na innych. Wzmóżmy proces racjonalizacji kosztów. Twórzmy miejsca pracy i tereny inwestycyjne.Myślenie i działanie od wyborów do wyborów, winno stać się nam bezwzględnie obce.
Wszystko więc w naszych rękach.

