Świat rządzi się prawami, dodajmy, najróżniejszymi. Do nich można by śmiało zaliczyć tytułowe „prawo Kalego”. Ów Kali, który je sformułował, nie był hinduskim radżą ani arabskim średniowiecznym uczonym, a czarnoskórym niewolnikiem-postacią rodem z sienkiewiczowskiej „W pustyni i w puszczy”. Wśród wielu maksym, którymi kierował się w życiu nasz bohater, znalazła się następująca „złota” zasada: „Jak ktoś Kalemu zabrać krowy, to zły uczynek. Dobry, to, jak Kali zabrać komu krowy”!
Ten egoizm w czystej postaci obecny jest też w naszym życiu publicznym. Pojęcie moralności Kalego ma się w nim dobrze.. Znaczy to: “Czyń drugiemu, co tobie niemiłe”, całkiem inaczej, niż głosi katechizm. A wszak jesteśmy narodem katolickim. Wystarczy spojrzeć wokół. Daję się zauważyć przewartościowanie pojęć. Zło nazywane jest dobrem i odwrotnie. Ci, którzy wątpliwie dbali się interesy narodu, po przegranych wyborach stają się obrońcami jego dobra i odwrotnie. Jednym wolno wiele, innym nic. Ściga się zwykłego Kowalskiego, prawdziwego przestępcy się nie widzi bo to „nasz człowiek”. Trwonimy fortunę na nieodpowiednich decyzjach, a brakuje nam pieniędzy dla potrzebujących. I jest „OK”, bo to „my”. Najgorsze jest to i często czyni się to w „białych rękawiczkach” i z wzniosłymi hasłami na ustach. Przykładów można mnożyć.
Filozof Heraklit mówił: „Panta rhei” – wszystko płynie, zmienia się, ”niepodobna wstąpić dwukrotnie do tej samej rzeki”, ale pewne zasady pozostają stałe, są niezmienne – constans, bez względu na czas, okoliczności itp.
Karma wraca.

