Po cóż nam pamiętać o wczoraj, kulturze, ofiarach, martyrologii lub klęskach? Spójrzmy na lokalne podwórko. Wydaje się, iż owa pamięć jest nam faktycznie przeszkodą w naszym bytowaniu. Mocodawcy, pracodawcy i wszyscy ci, którzy chcą zniewolić nie tylko nowe pokolenia, „urobić” nas, za wszelką ceną dążą, aby pozbyć się w nas oporu, refleksji, głębszego myślenia, chcą zabrać nam wzorce, wykorzenić kulturę etc.
Każde budowanie tradycji kulturowej, nawiązanie do jakiegokolwiek etosu, budowanie wartości w jednostce – przeszkadza skutecznie, a w niektórych przypadkach wręcz uniemożliwia manipulację społeczną, łupienie człowieka. Wzrost świadomości, rozumienia jakiejkolwiek idei, sytuacji, budującej samookreślenie społeczne jest zagrożeniem dla systemu zniewolenia człowieka. Antydotum na niego są działania zespołowe, bo w jedności siła.
Pewne powiedzenie brzmi: drzewo bez korzeni usycha. Józef Piłsudski mówił: „Kto nie szanuje i nie ceni swej przeszłości, ten nie jest godzien szacunku teraźniejszości, ani prawa przyszłości”.
Jak więc my, kultywujemy pamięć narodową? Lokalne wydarzenia ostatniego okresu czasu skłaniają do tezy, iż nie koniecznie czynimy to poprawnie. Przytoczmy niektóre przejawy owej „troski” gminnych władz samorządowych z ostatniego okresu czasu.
Przedłożona władzom gminy Lelis i Zbójna propozycja stworzenia kurpiowskiego szlaku turystycznego miejscami pamięci narodowej utkwiła w próżni. Oficjalny powód: brak funduszy. Myśl, aby umieścić w przestrzeni publicznej tablice pamiątkową od Prezydenta RP, upamiętniającą wydarzenia z roku 1920 w okolicach Dąbrówki, nadal czeka na realizację. Obecnie owa tablica zdobi jedną z urzędowych gablot. Jak dotychczas, nasze władze samorządowe nie mają podpisanej umowy z Wojewodą Mazowieckim w zakresie opieki nad cmentarzami wojennymi położonymi na terenie gminy. Działania, aby grób ks. Walentego Placyda Podgórskiego – Powstańca Styczniowego, stał się lokalnym miejscem pamięci narodowej, także nie znalazły poparcia lokalnych władz. Nie zawsze na łamach samorządowego biuletynu informacyjnego jest miejsce na notki kultywujące lokalną pamięć historyczną, ale zawsze jest miejsce na promowanie niektórych osób. Nie wszyscy ludzie z pasją, kultywujący kurpiowską kulturę doczekują się zauważenia, docenienia i wsparcia lokalnych samorządowców. Chata w Szafarczyskach, czy garncarz z Płoszyc, osoby Czesława Parzycha i Tadeusza Greca, mówią same za siebie.
Przykłady te mogą sugerować, iż według samorządowców owa pamięć historyczna jest nam zbędna. To tylko koszty, kłopoty, obowiązki, praca etc. Nie przynosi ona przecież np. zysku finansowego w postaci gotówki i głosów wyborczych. Możemy jej zatem zaniechać. Ale, czy jest to właściwe? Chyba tak, bo zasadniczo milczymy, a to z kolei przekłada się na akceptację postawy naszych wybrańców społecznych. Gdzie zatem tkwi przyczyna takiego stanu rzeczy?
Ostateczna decyzja i odpowiedź pozostaje jednak w indywidualnej gestii każdego z nas.

