„…Wzrosło ku nam zaufanie. Znak Czerwonego Krzyża na ambulatorium stał się. popularny. Ba, stał się pożądany, mile, przyjaźnie witany. Po[1]szedł rozgłos po całych kurpiach, że doktory jeżdżą, że ludziom pomagają, jak kto biedniejszy to i całkiem bez zapłaty. Pyszniła się Turośl, Zbójna czy Kadzidło, że ma ambulatorium czyli „szpetni ma kółkach. Albo- to inni gorsi? Więc wieś Dylewo, jako że również gdzieś zatracona w głębi puszczańskie[1]go obszaru ,,Walii do Ostrołęki jak w dym z gorącą prośbą, żeby i u niej utworzyć punkt przyjęć. Tam zaś wszędzie, gdzie ambulatorium się zatrzymuje, powstały już Kola PCK. Dziś po czterech miesiącach działalności możemy już poszczycić się pokaźną statystyką Nasz ambulans przemierzył 1378 kim, co wyniosło 689 zł kosztów. Dokonaliśmy za to III zabiegów, udzielili 463 porady, odwiedzili w domu 23 chorych, 7 zaś odwieźli do szpitala. W jednym wypadku dokonano -nawet -na miejscu niezbędnego zabiegu operacyjnego, ratując życie matce po połogu…” – cyt. Jestem w czasie pokoju i wojny na stanowisku RXIII nr 3 marzec 1938, s.10-11





