Tradycyjnie podczas wieczerzy wigilijnej zostawiamy puste nakrycie dla tych, których nie ma już pośród nas.Duchowo łączymy się z nimi. Modlitwa i pamięć o nich pięknie wpisuje się w tajemnicę Bożego Narodzenia. Świąt, z którymi wiąże się też wiele lokalnych zwyczajów. I właśnie jeden z nich został przywołany w trakcie wigilijnych rozmów. A dokładnie wspominaliśmy zmarłego kilka lat temu Jana Ferenca z Dąbrówki. Wydarzenia kolędowania przywołał mój syn – jeden z uczestników dąbrowskiej królewki.

Pochodził z okolic Przemyśla. Jak to mówią na Kurpiach wżenił się do nas. Założył rodzinę, żył i pracował. Od samego początku dał się poznać jako człowiek „złota rączka”, przyjazny do ludzi, otwarty i zaangażowany w lokalną społeczność. Pomagał nam wszystkim jak mógł najlepiej. Pozostawił po sobie piękny zwyczaj kolędowania w Boże Narodzenie. To on był twórcą dąbrowskiego kolędowania. Skupił wokół siebie młodych ludzi, wykonał stroje, opracował program i ruszyli do mieszkańców ze śpiewem kolęd. Kolędom towarzyszył występ upamiętniający wydarzenia Betlejem. Był żyd, diabeł, żołnierze, Maryja z Józefem, Herod etc. Wizyta w domu kolędników przynosiła wiele radości, zwłaszcza dziatwie i starszemu pokoleniu.
Wraz z odejściem Pan Jana kolędowanie powoli zanikło. Pojedyncze próby wskrzeszenia go były krótkotrwałe. Nie pozwólmy, aby dzieło naszego mieszkańca poszło w zapomnienie.

