Poniżej jeden z ciekawych komentarzy odnośnie naszych wyborów sołeckich.
Wybory w domu sołtysa?
Taka praktyka nie powinna mieć miejsca, bo:
świadczy o bardzo ubogiej infrastrukturze wsi, a nawet gminy skoro nie ma świetlicy, remizy, przedszkola, szkoły, placu wiejskiego, czyli neutralnego miejsca w którym mogliby spotkać się mieszkańcy,
powoduje bardzo niską frekwencję wyborczą,
daje „przewagę boiska” osobie obecnie piastującej tę funkcję,
powoduje dyskomfort i ryzyko braku zachowania tajności dokonywanych wyborów,
negatywnie wpływa na atmosferę i relacje wiejskie, pogłębiając ryzyko konfliktów i animozji,
świadczy o złej praktyce, braku doświadczenia organizacyjnego lub złej woli organów gminy, które nie potrafią zapewnić neutralnego miejsca na organizację wyborów w sołectwach.
Przed laty, gdy w mojej macierzystej gminie w każdej wsi nie było jeszcze świetlicy wiejskiej, wybory sołeckie organizowano w sąsiednim sołectwie, urzędzie gminy lub autobusie, który wynajmowany był przez gminę w tym celu. Nigdy w prywatnym domu!
Niestety wybory sołtysów i członków rad sołeckich nie odbywają się na podstawie kodeksu wyborczego, dlatego może dochodzić do takich kuriozalnych sytuacji. Zdarza się to niesłychanie żadko i potwierdza zaściankowość gminy i brak znajomości podstawowych zasad demokracji.
Zasady organizacji wyborów sołtysa i członków rady sołeckiej opisane są w statucie każdego sołectwa. Jednak nie spotkałam dotychczas zapisu wskazującego miejsce, w którym powinny odbywać się takie wybory.
Smutne jest to, że opisana praktyka dzieje się to w sercu Polski na Mazowszu, za przyzwoleniem sołtysów i mieszkańców nieświadomych niestosowności takich praktyk i zaściankowości potwierdzającej miejsce gminy wśród samorządów nieświadomych zasad demokracji, przestrzegania prawa i partycypacji społecznej.
Zachęcam do bacznego przyglądania się procedurze wyborczej w tych sołectwach pod kątem przestrzegania reguł wyborczych zawartych w statucie sołeckim, a w razie zauważenia nieprawidłowości mogących mieć wpływ na wyniki wyborów do składania protestów do stosownych organów, o ile oczywiście statut danego sołectwa takie protesty przewiduje.
Ps.
To tak kuriozalny przypadek, że chyba opiszę go w najbliższym wydaniu Gazeta Sołecka

