Tytułowe powiedzenie, poprawnie mówiąc zasada, była mocno upowszechniona wśród postaw ludu na Kurpiowszczyźnie szczególnie w początkach XX wieku. Jej efektem były liczne przed I wojną światową kółka rolnicze, spółki handlowe, straże ogniowe, kasy pożyczkowo-oszczędnościowe, biblioteki i domy kultury. Kultywowanie owej zasady należy uznać za największy sukces Kurpiów. Pomimo zaborów nasi przodkowie organizowali się, brali sprawy w swoje ręce, troszczyli się o dobro swoje i wspólne. Nie czekali na innych. Takich postaw nie brakowało i u nas. Wspomnieć tu należy chociażby: straż ogniową, szkołę, Kasę Stefczyka, parafię, olejarnię, kuźnię, czy dożynki w 1936 roku.
Owoce tego rodzaju postawy odnajdujemy także i po II wojnie światowej. Przykładowo powstanie Spółdzielni Zdrowia w Dąbrówce, było wydarzeniem wyjątkowym na skale ówczesnego województwa. Społeczne zaangażowanie i troska o dobro wspólne owocowała tym, iż nasza miejscowość, w swym okresie, przodowała w rozwoju na terenie gminy Durlasy, a następnie Lelis. Dziś nieco to wygląda inaczej.
Źródło: Dobroński Adam, Kształtowanie się granic Puszczy Zielonej, ZN OTN nr 7 z 1993 roku.

