Najważniejsze jest bycie. Bycie blisko, na wyciągnięcie ręki, na krótki telefon i na trochę dłuższy mail. Bycie blisko musi być naturalne i wypływać z potrzeby kontaktu z mieszkańcami-sąsiadami. Im mniejsza społeczność tym bycie to winno być bliższe.
Dla wielu mieszkańców zdobycie się na aktywność społeczną jest dużym poświęceniem. Jest przecież tak, że głosy, które oddano na radnego, to głosy i wezwanie do pracy. Mieszkańcy zdają się to mówić: „Działaj na naszą rzecz, kiedy my nie do końca możemy i nie do końca też czasami chcemy”. Bo może jest jednak tak, że dla wielu z nas zaangażowanie jest zbyt dużym obciążeniem. Że dostrzegamy symptomy ułudy demokracji i jej fasady. Może też nieco i nie chcemy? Może chcemy świętego spokoju? I dlatego też, tym większa jest tu rola radnych, także tych od załatwiania małych, lokalnych spraw.
Mandat radnego zobowiązuje, ale także otwiera wiele drzwi i gabinetów. Osobiste umiejętności i cechy charakteru są pomocne. Radny działa zawsze w imieniu i na rzecz mieszkańców. To jego motto i zawołanie. Gdy traci je z oczu, przestaje być rzecznikiem lokalnych spraw, a staje się osobą czekającą na przelew diety. Ale, oby tak nigdy nie było.

