Poniżej kilka słów wspomnień ks. Stanisława Tworkowskiego o swej matce, zapisane na kartach książki Krzyż Dowbora:
„…Pogrzeb matki odbył się zgodnie ze zwyczajem ludu. Zebrali się dobrzy sąsiedzi i sąsiadki na całonocne modlitwy i śpiewy. Pokorna służebnica Pańska składała przed swym Ojcem i Sędzią sprawiedliwym sprawozdanie z życia. Jej ciało ubrane w czarną suknię, spokojne i ciche rozpoczynało zgodnie z nieodwołalnym prawem „z prochu powstałeś i w proch się obrócisz” – czas powrotu do pierwszych materialnych składników, w oczekiwania dnia zmartwychwstania. Pełen najgłębszego smutku, modliłem się wraz z ludem przy trumnie, a później zasnąłem, aby następnego dnia dopełnić świętych obrzędów. W czasie nabożeństwa nie mogłem opanować nerwów przez co n na pewno wyrządziłem przykrość matce. Znów odezwała się „miłość własna”. Na Kurpiach był zwyczaj, że jeśli na jeden dzień wypadły jeden dzień dwa lub więcej pogrzebów, trumny ze zmarłym stawiano obok siebie. Kiedy więc zobaczyłem obok katafalku z ciałem matki drugą trumnę, zwróciłem proboszczowi w ostrym tonie uwagę. Ks. kanonik Mieczysław Mieszko, dobry kapłan, społecznik, człowiek o szlachetnym sercu, szanował i cenił moją matkę. Był zreszto i moim przyjacielem. Nie chciał mnie urazić. Dziś z oddali widzę, jak daleko jesteśmy „ziemscy” i jak nie mogłem w takiej chwili zrozumieć i pojąć codziennie powtarzanego w pacierzu, tłumaczonego w szkole, na ambonie, dogmatu „świętych obcowania”. A przecież, nawet tak po ludzku sądząc, mojej matce na pewno milej było wędrować do nieba w towarzystwie swego rodaka i sąsiada…” – s. 249.

