Nieopodal kapliczki z Figurą Matki Boskiej Durlaskiej, naprzeciw domostwa Mierzejewskich z Jeglijn, stała do 1994 roku wielka sosna bartnia. Dorodna i naznaczona znakiem wiary sosna pamiętała dawne dzieje puszczy. Kapliczka z Aniołem Stróżem umieszczona była w dziupli bartniej. Kto ją tam postawił i kiedy nikt już nie pamięta. Prawdopodobnie mógł to uczynić ktoś z rodziny Mierzejewskich. Jak głosi tradycja, drzew takich pod groźbą ciężkiego grzechu i kary bożej nie wolno ścinać, nawet gdy usną. A człowieka, który waży by się to uczynić, spotka nieszczęście a nawet śmierć. Władze carskie nieprzychylnym okiem patrzyły wszelkim przejawom religijności Polaków. Dopatrywały się w nich wystąpień przeciw carowi. Nakazały więc ściąć sosną, lecz nikt z miejscowych nie chciał tego uczynić, nawet za solidną zapłatę. Wynajęto więc za wódkę rosyjskich robotników. Ale ci, jak szybko i z zapałem wzięli się do pracy, tak prędzej w popłochu opuścili miejsce, gdzie stała sosna z Aniołem Stróżem. Przechodzący obok ludzie mogli znów ze spokojem pochylać głowy i prosić o opiekę.
Resztki podobnej sosny możemy jeszcze spotkać przy drodze z Nasiadek do Golanki. Sosna ta, także runęła dopiero pod siłami natury. Leży i nikt jej nie sprząta/ Natomiast nam znana jest bardziej, inna sosna – barć kurpiowska w Dąbrówce, która jednak nie oparła się siekierom drwali.
Źródło: Czesław Parzych, Z odległości lat, Ostrołęka 2016, str.131-132

