„Granie na czas” – czyli metafora wskazująca na nadmierne i bezproduktywne spędzania czasu na działaniach o małej wagi społecznej prowadzących ostatecznie do zaniedbania innych najistotniejszych obowiązków. Rolą samorządu jest realizacja zadań publicznych o znaczeniu lokalnym, zapewnienie zaspokojenia zbiorowych potrzeb mieszkańców oraz rozwój społeczności lokalnej. Spójrzmy na teren gminy Lelis. Od długiego czasu obserwujemy .podejmowanie różnego rodzaju działań krótkotrwałych, pozornych, doraźnych, bez wizji, przeciąga się różnego rodzaju dyskusje, pozorowane ruchy, odkładanie w czasie konkretnych rozwiązań itp. Tak, aby czas biegł, aby był tzw ruch,. Nie chodzi więc o rozwiązanie problemu, ale aby ten problem był ciągle i ustawicznie rozwiązywany. Jedynie kilka przykładów.
Transport publiczny. Nadal brak wizji jego funkcjonowania. Wprowadza się np. kursy MZK, by potem je odwołać i wdrożyć roczny program kursowania innego przewoźnika. Brak działania długofalowego. Rozwiązujemy więc stale problem, a kiedy będzie finał? Czy to ważne?
Oświata. Ta dziedzina życia ustawicznie jest bombardowana argumentem wysokich kosztów. Kilkakrotnie władze podchodziły do tematu i nie znalazły rozwiązania. Dlaczego?. Ostatnio przerzucają się myślą, kto ma przygotować długofalową strategię funkcjonowania oświaty, rada gminy czy wójt. Czas ucieka, problem istnieje, a tracą mieszkańcy.
Tereny inwestycyjne. Nadal brak. Kolejne pociągi odjeżdżają, a my stoimy na peronie i udajemy, że chcemy do nich wsiąść. Chcemy i co z tego. Ale chcemy…
Kultura. Dobrym jej obrazem jest stan Ośrodka Etnograficznego. Od kilku lat stoi zamknięty, a jego zbiory, gdzieś tam są. Dzieło wielkiego mieszkańca gminy Henryka Kuleszy niszczeje. Reszta podobnie. Dożynki na Kurpiach nie wypełnią wszystkiego, a i te z roku na rok, z coraz mniejszą frekwencją mieszkańców. Owszem jest dużo VIP-ów i lokalnych mediów.
Opieka senioralna. W zasadzie pozorna w postaci Domu Seniora w Durlasach. Nieco chyba kosztowna dla kilkunastu seniorów. A ilu jest ich w gminie i czy nie zasługują na nią, jak w Durlasach. No nie, nie tak do końca, bo dochodzi jeszcze działalność GOPS w Lelisie.
Oświetlenie uliczne. W XXI wieku jest w gminie wioska Gąski, która go nie ma. Po wielu zabiegach, ostatnio powieszono tam kilka lamp. Reszta potem. W czym tkwi prawdziwy problem? Mija się z celem powtarzanie go po raz kolejny. Słowa ważniejsze.
Statuty sołectw. Od czasu do czasu coś się rzeknie w przestrzeni publicznej i praktycznie nadal stoimy w miejscu. Pamiętamy, iż mają one ponad 20 lat. Dwa lata temu z uwagi na pozorność konsultacji, wójt unieważnił prowadzone przez urząd konsultacje społeczne i nastała grobowa cisza.
Zimowe utrzymanie dróg. 75 zł na 1 km drogi w całym sezonie nie wymaga już chyba żadnej polemiki. Tak pisze bowiem w BIP. A może tylko tak pisze, a będzie inaczej, lepiej? Myślę, że nie, bo urzędowy dokument, to dokument.
Wnioski radnych do budżetu gminy. Zasadniczo na „NIE”. Obietnice późniejszych działań. Obietnica to próżnica… Odpowiedź wójta na interpelacje radnych, mówi sama za siebie. Zrobi się kiedyś, gra na czas, którego my mieszkańcy nie mamy.
Niektóre wioski w gminie „zamierają”, a nawet „umierają”, ale to nie jest ważne. Ważne, aby określone „ego” było zaspokojone. Miejscowości położone na orbitach gminy są zapomniane, wspomnę chociaż przywołaną wyżej wioskę Gąski.
Komunikacja społeczna. Zaniechano wydawania Gminnego Biuletynu Informacyjnego „Wieści Gminne” i tym samym wielu mieszkańców pozbawiono cennego źródła wiedzy o tym czym żyje ich wspólnota samorządowa. Trzeba było to ewentualnie modyfikować, ale nie „zawieszać” wydawania. Znajdywały się tam też i moje drobne notki.
Budowa wiatraków. Władze temat przygotowywały od dawna i na siłę go forsują. Mieszkańcy mówią „NIE”, a tu nadal organizuje się pogadanki. Formalno-prawnie konsultacje społeczne w tym zakresie dawno zakończyły się. Może lepiej w tym czasie byłoby zając się przygotowaniem odpowiedzi na sprzeciw mieszkańców z Długiego Kątu?
Osobiście zgłaszałem i zgłaszam wiele pomysłów, do samorządu gminnego. Działam w miarę posiadanych możliwości, czasu, finansów i zdrowia. Ile razy i w czym pomógł mi w tym lokalny samorząd? Cóż, być może gdyby był to ktoś „właściwy”, to sprawy miałyby inny bieg. A mimo tego, ile z mojej aktywności skorzystała lokalna władza? To już traktuje się milczeniem. Cóż, nieważne to, ale ważne, aby mieszkańcy skorzystali z tego rodzaju aktywności.
Potrzeby mieszkańców są materią żywą, płynną, zmieniającą się, wymagającą ustawicznego działania. Trzeba je zaspakajać nieustannie, u nas jakoś zaspokajanie to idzie ślimaczym tempem, a życie przyśpiesza coraz bardziej. Cofamy się więc, i czy o to nam chodzi….

