Milczenie przy braku argumentów to mechanizm obronny lub manipulacyjny. Służy unikaniu konfrontacji, ukrywaniu słabości dowodów, a w relacjach bywa narzędziem wymuszania uległości. że gdy ktoś nie ma merytorycznych argumentów, to zamiast odpuścić lub przyznać rację przeciwnej stronie, zaczyna wymyślać coraz to bardziej absurdalne uzasadnienia swoich poglądów. Normą jest też odwracanie wówczas kota ogonem, zmiana tematu czy personalne zaczepki. Dołącza do tego wspomniane milczenie, celowe ignorowanie, wycofywanie się z komunikacji i blokowanie się na dyskusje. Jednak w debacie milczenie nie stanowi dowodu na winę lub brak racji, choć często jest tak interpretowane.
Spójrzmy na samorządowe podwórko gminy Lelis. Zjawiska milczenia nie brakuje. Niejednokrotnie milczy urząd, wójt, radny sołtys. Nie odpowiadają na wnioski, prośby, zapytania. Czynią tak zwłaszcza wtedy kiedy są one dla nich zbyt trudne lub niewygodne. Lepiej zlekceważyć mieszkańca, niech poszuka sobie kogoś innego. Po co się tłumaczyć skora ja tu mam władzę, ja tu rządze, ja jestem panem i carem, Ma być tak, jak ja chcę. Mieszkaniec ma mi służyć, chociaż tego głośno nie powiem, bo będzie mi potrzebny przy następnych wyborach. Taki i inne sytuacje nie są obce tym, którzy chcą brać udział w życiu społecznym, a nie chcą być bezkrytycznymi „poddanymi” dzierżących „władzę”.
Nie ma większego sensu przytaczania tu konkretnych przykładów takich sytuacji w lokalnym życiu samorządowym, lecz metodę milczenia wobec próśb i wniosków mieszkańca niejednokrotnie stosuje wspomniany urząd gminy, wójt, CKBiS, szkoła, radni czy sołtys. Niemniej jednak, jako książkowy drobny przykład niechaj posłuży fakt, iż prośba mieszkańca o przekazanie mu przez urząd gminy książki „Dzieje Lelisa i okolic – wydanie drugie uzupełnione” od kilku miesięcy nie została zrealizowana. Trzeba mieć nadzieję, że przyjdzie czas refleksji adresatów tych próśb i stosowne odpowiedzi nadejdą. Póki co małe są na to szanse, bowiem „sołtys na zagrodzie równy wojewodzie” i sam sobie sterem żeglarzem okrętem. „I co mi zrobisz?” – powiedział kiedyś mi urzędnik państwowy z orłem na piersiach, krzywdząc jednocześnie człowieka. Odpowiedź brzmi: w naszej Ojczyźnie nic nie jestem w stanie, bo w Polsce, zwykle odpowiedzialność ponosi statystyczny Kowalski. Urząd może praktycznie wszystko, np. publicznie i bezkarnie odczytywać anonimy szkalujące mieszkańców. Ciekawe, gdyby tak odwrócić sytuacje? Co wtedy powiedziałby samorządowiec?
Cóż. Nadejdzie jednak czas, kiedy za to wszystko trzeba będzie odpowiedzieć, nie tu to gdzie indziej. Przed tym nikt i nic nie wykupi człowieka. Jak pokazuje życie, już nie jeden „bogacz” stał się „żebrakiem”.

